Święta tuż tuż...

W domu, w którym są dzieci, trudno jest powiedzieć "przygotowania do Świąt zakończone". Odkąd na świecie pojawił się nasz drugi bąbel, musiałam, przynajmniej na kilka lat, pożegnać się z siedzącą we mnie "perfekcyjną panią domu". I wiecie co? Chyba za nią nie tęsknię...



Nie jestem zwolenniczką sprzątania i robienia zakupów na ostatnią chwilę, ale czasem inaczej się po prostu nie da. Choroba dzieci, moje przeziębienie, nadgodziny męża, wydaje się, ze wszystko sprzysięgło się przeciwko nam. Na szczęście Wigilię spędzimy cała rodziną (moją i mojego męża) u teściów, więc odpadło mi przynajmniej szykowanie tej najuroczystszej w roku kolacji. Dzięki Bogu :) 

Za to pierwszy dzień Świąt należy do mnie. Dlatego też dopiero 3 godziny temu wróciłam z marketu, gdzie wraz z innymi rodakami biegałam od półki do półki w poszukiwaniu brakujących składników świątecznych dań. W tym roku po raz pierwszy nie denerwowały mnie niekończące się kolejki do kasy, dziurawe opakowania ze śledziami, z których olej wylał mi się na kurtkę, horrendalna suma, którą zostawiłam u pani kasjerki, produkty, których zapomniałam kupić i nerwowy tupot mas ludzkich przemieszczających się z miejsca na miejsce w tym przybytku kapitalizmu.

Nie robi już na mnie wrażenia ciągły bałagan w naszym mieszkaniu, nieupieczone ciasto i niezapakowane prezenty. Wszystko to nie jest w stanie zepsuć mego super-pozytywnego nastroju, bo sama myśl o tym, że za kilka godzin będziemy znów wszyscy razem, że zasiądziemy przy wigilijnym stole w powiększonym składzie, że nikt z nas nie cierpi z powodu choroby, że mamy co jeść, nawet jeśli spędzę całą dzisiejszą noc nad garnkami, podnosi mnie na duchu i odpędza wszelkie zmartwienia i wątpliwości, co będzie jeśli nie zdążę ze wszystkim na czas. 

Czy świat się zawali jeśli nie będzie perfekcyjnie? Jeśli moi goście będą musieli dłużnej poczekać na jedzenie, zdejmować zabawki dzieci ze swoich krzeseł lub zadowolić się prezentem zapakowanym w torebkę a nie w fikuśny papier z wielgachną kokardą? Czy te błahostki sprawią, że Świąt nie będzie, że będziemy się mniej kochać? 



Dopiero dziś ubraliśmy choinkę i udekorowaliśmy mieszkanie różnymi świątecznymi pierdołami. Wszędzie pełno wszystkiego, na półkach roi się od Mikołajów i aniołków, telewizor zamienił się w kominek, a z głośników radia lecą bożonarodzeniowe piosenki i kolędy. I jest cudownie. I niech tak zostanie...


Wesołych Świąt!




Moje świąteczne deko-inspiracje - czerwień i biel


Aż trudno uwierzyć, że do Świąt pozostały już tylko 4 dni. Dzieciaki chore, ja chora, a mieszkanko aż się prosi o odrobinę bożonarodzeniowego dekoru. Oto moje inspiracje.


Gdy 4 lata temu urządzaliśmy nasze wymarzone, pierwsze wspólne "EM", postawiliśmy na typowe skandynawskie zestawienia kolorystyczne, czyli na wszechobecną, rozświetlającą pomieszczenia biel przełamaną dodatkami o intensywnych kolorach, które zmienialiśmy wraz ze zmieniającymi się porami roku. 

Mnie Boże Narodzenie kojarzy się z dwoma kolorami - czerwienią mikołajowego stroju, bombek, kokard i bielą śniegu. Mimo, że rok rocznie zmienia się moda na dekorowanie choinek i domów, ja zawsze jestem wierna temu zestawieniu. Intensywnie czerwone dodatki dodają mieszkaniu świeżości, energii i ciepła i świetnie wyglądają na tle białych ścian (choć te po ostatnim malowaniu znów pokryły się malunkami i odciskami małych rączek mojego synka). 

Niestety nie udało nam się wcisnąć do salonu kominka, a szkoda, bo jest tyle sposobów na jego udekorowanie (my znaleźliśmy świetną alternatywę dla kominka, ale o tym w kolejnym poście). Czerwone skarpety (niezbyt to polski zwyczaj je wieszać, ale ma swój urok), świeczniki, girlandy. Po prostu cudo.









Gałązki wierzby czy modrzewia są bardzo uniwersalną ozdobą każdego wnętrza. Na Wielkanoc można powiesić na nich kolorowe pisanki, na Halloween papierowe nietoperze, a zimą przeróżne bożonarodzeniowe ornamenty. Są też świetną alternatywą dla zabieganych i zapracowanych osób, ponieważ nie wymagają podlewania i mogą spokojnie zastąpić choinkę. 




Czerwony kolor sprawdzi się też świetnie na świątecznym stole. Śnieżnobiały obrus plus czerwone lniane lub bawełniane serwetki oraz kilka tealightów i dekoracja gotowa. Oczywiście, każdy Christmas-fanatyk posiada w swojej kolekcji świąteczną zastawę w renifery czy Mikołaje, ale niestety w polskich sklepach nie ma zbyt wiele porcelany tego typu. No, chyba, że ktoś może sobie pozwolić na powalającą na kolana porcelanę z Villeroy &Boch... Nam pozostaje się zadowolić kubkami w Mikołaje i filiżankami w renifery, których używamy przez cały rok :)






Na koniec kilka biało-czerwonych choinek. Mój szanowny uparł się, by w tym roku ubrać nasze drzewko na niebiesko-srebrno. Nie wiem jak to będzie współgrać z pozostałymi dekoracjami, ale dla świętego spokoju ustępuję :)


White Christmas tree red ornaments


                              Jackson & Perkins Christmas Nutcracker Decorated Tree

A jakie kolory będą dominować w waszych domach?

Żródło:
http://www.thebooandtheboy.com, http://www.welke.nl, http://media-cache-cd0.pinimg.com, http://www.shelterness.com http://www.myparadissi.com, weihnachtspecial.net http://amandaparkerandfamily.blogspot.com/ http://thepolkadotgiraffe.blogspot.com archigator.com http://www.notonthehighstreet.com http://blog.invitationbox.com http://stunningpicz.blogspot.com http://www.homerevo.com http://www.fireplacemall.com http://www.creativebeautyhealth.com http://www.thistlewoodfarms.com https://christmastre.es/

10 prezentów, których nigdy nie powinnaś dawać swojemu mężczyźnie

Święta Bożego Narodzenia już za tydzień, a Ty nadal nie wiesz co podarować swojemu mężczyźnie? Oto lista 10 prezentów, które na 100% nie wywołają okrzyku zachwytu u Twojej połówki i lepiej trzymaj się od nich z daleka (mój mąż potwierdza!)



Miejsce 10 

RAMKA Z WASZYM WSPÓLNYM ZDJĘCIEM (LUB TYLKO TWOIM)



Prawda jest taka, ze mężczyźni nie są tak sentymentalni jak my, kobiety. Oczywiście doceniają fakt, że jesteście super parą, a Ty super babką, ale oglądanie Waszej wspólnej słitaśnej fotki oprawionej w ramkę w serduszka raczej nie wywoła u niego uśmiechu od ucha do ucha. Wyjątkiem może być Twoje zdjęcie w negliżu, ale ja osobiście wolałabym uniknąć momentu rozpakowywania takiego prezentu w obecności reszty rodziny.



Miejsce 9 

ZESTAW NARZĘDZI


Jeśli wpadłaś na pomysł, że kupisz mu w markecie budowlanym zestaw kluczy lub narzędzi pod choinkę, to niestety spudłowałaś. Mężczyźni oczywiście uwielbiają wszelkiego rodzaju piły, wiertarki udarowe i tym podobne narzędzia, ale otrzymywanie ich w prezencie jest dla nich tylko i wyłącznie sygnałem do zakasania rękawów i rozpoczęcia odwlekanego remontu lub naprawy zepsutych gniazdek. 
Wyjdziesz tylko na zrzędę i malkontentkę:)

Miejsce 8 

PERFUMY LUB WODA KOLOŃSKA

Większość kobiet wybiera perfumy męskie z myślą, że wszystkie pachną tak samo i ich zapach nie zrobi różnicy ich facetowi. I w tym tkwi nasz błąd. Niestety, nie zawsze nasze babskie upodobania są podzielane przez chłopaków, którzy albo od dłuższego czasu używają tych samych ulubionych perfum, albo nie perfumują się wcale. 

Miejsce 7 

PORADNIK JAK BYĆ GENTLEMANEM

Żaden pan nie lubi, gdy jego kobieta na siłę próbuje go zmienić w George'a Clooney'a, kiedy on na co dzień bardziej przypomina Ferdka Kiepskiego. Gwarantuję Ci, że on do takiej książki nawet nie zajrzy, więc nie licz, że dzięki niej Twój luby nabierze większej ogłady. 
W końcu czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie umie :)

Miejsce 6  

SWETER (NP. ZROBIONY WŁASNORĘCZNIE NA DRUTACH)

Pamiętacie scenę z "Dziennika Bridget Jones" gdy przystojny pan Darcy paradował w sweterku z reniferem i zażenowanie wymalowane na jego twarzy, gdy zobaczyła go w nim Bridget? Twój mężczyzna może poczuć się tak samo. Moja mama swojego czasu uwielbiała obdarowywać tatę własnoręcznie wykonanymi pulowerkami, a ten, o dziwo, zawsze gdzieś je gubił. Później po latach znalazła je na dnie jego szafy.

Miejsce 5 

KARNET NA SIŁOWNIĘ

Jeśli twój facet nie jest Hardkorowym Koksem, to odpuść sobie. Stracisz tylko pieniądze, a on i tak nie ruszy się z kanapy :)

Miejsce 4 

CD Z ROMANTYCZNĄ MUZYKĄ

Prawda, że myślałaś o sobie kupując tę płytę?  Jeżeli sądzisz, że on z własnej, nieprzymuszonej woli dokonałby takiego zakupu lub wrzuciłby sobie tego typu muzę do odtwarzacza, to lepiej zastanów się czy nie czas poważnie z nim porozmawiać  ;)

Miejsce 3 

URZĄDZENIE DO USUWANIA WŁOSÓW Z NOSA

Dopadłam kiedyś coś takiego w Rossmannie. Gdy mój luby otworzył pudełko, na początku nie wiedział co to jest. Po moich wyjaśnieniach, załączył ten sprzęt, włożył do nosa i po chwili w całym bloku słychać było jego wrzask,  bo magiczna maszynka zamiast ucinać wyrwała mu włosy. Koniec końcem, sprzęt wylądował w koszu :) Dla Twojej wiadomości, większość facetów depiluje te okolice palcami lub kombinerkami :D


Miejsce 2 

KRAWAT


Twój chłopak nie jest niemowlęciem, które zaplamia w czasie jedzenia każdą koszulę, więc nie wpadaj na tak błyskotliwy pomysł, by wzbogacić jego garderobę o kolejny zwis męski elegancki. Zanim go kupisz, otwórz szafę swojego mężczyzny, a tam na 100% znajdziesz co najmniej 5 krawatów. 


Miejsce 1 

SKARPETKI



MASAKRA! Prezent najgorszy z możliwych. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego :)

A jakie są Wasze propozycje nietrafionych prezentów?


Zdjęcia pochodzą ze stron: http://home-you.com, empik.com, www.bollyberg.com, rossnet.pl, ceneo.pl,

DIY - domowa "mikołajowa" sesja zdjęciowa

DIY

Coroczna domowa "mikołajowa" sesja zdjęciowa jest doskonałym sposobem na uwiecznienie naszych dzieci w tak wyjątkowym czasie, jakim są Święta Bożego Narodzenia.


Gdy 4 lata temu pierwszy raz zostałam mamą, wpadłam w szał fotografowania. Nie było dnia żebym nie zrobiła swojemu maluchowi chociaż jednego zdjęcia. Dzieci tak szybko się zmieniają, zwłaszcza niemowlęta, a ja za żadne skarby nie chciałam przegapić i zapomnieć jego śmiesznych min, grymasów, pierwszego uśmiechu czy pierwszych nieporadnych kroków. 

Wtedy też zapoczątkowałam naszą domową tradycję robienia dzieciom zdjęć w strojach mikołajów i mikołajopodobnych, które później stanowiły bazę bożonarodzeniowych pocztówek, kalendarzy, kubków i innych gadżetów, którymi obdarowywaliśmy członków naszej rodziny.  

W tym roku, do naszej "Trójki Drombo" dołączył mały Artur, więc nie mogło się obyć bez małej sesyjki. Początki bywają różne. Starszy syn przechodził tego dnia foto-bunt i dopiero po złożeniu mu kilku słodkich obietnic, dał się namówić do pozowania.


Do zrobienia dobrych zdjęć nie potrzeba mieć super wyszukanego sprzętu. Wystarczy zwykły aparat typu kompakt, a za tło może posłużyć w miarę gładka ściana lub nawet rozwieszone prześcieradło (także choinka, kominek, fotel, itp.). Dla osób, które chciałyby kontynuować przygodę z fotografią np. portretową, polecam zakup lustrzanki (wydatek rzędu min. 1800 zł) i białego tła fotograficznego, które za parę groszy można dostać na Allegro. 


Przedszkolaki są zazwyczaj najwdzięczniejszymi modelami. Łatwo u nich o uśmiech i o przyjęcie odpowiedniej pozy (choć nie ma na to 100% gwarancji).


Z bobasami bywa różnie. Najlepiej fotografować je gdy jest im ciepło, są najedzone i mają suchą pieluchę - wtedy w spokoju poddają się różnym foto-zabiegom, jak zmiany ułożenia czy mrugający flesz. 


Do zdjęć mikołajowych zazwyczaj przebieram dzieciaki w różne świąteczne kostiumy W tym roku udało mi się upolować w Tesco dla mnie, męża i Kuby świetne swetry z reniferami i bałwanami, a dla Artura welurkowego pajaca (na zdjęciu). W tych strojach całą czwórką pojawimy się na kolacji wigilijnej :)


Najważniejsze jest dobre oświetlenie. Jednak wcale nie trzeba od razu kupować profesjonalnych lamp. Wystarczy ustawić dzieci przy dużym, odsłoniętym oknie i voila!


Nie jestem wielką fanką fotoszopowania zdjęć dzieci. Uważam, że ich buzie są na tyle śliczne i nieskazitelne, że retusz jest co najmniej zbędny. Jedyne, co poprawiam, to kontrast, jasność i ostrość fotografii. Świetnym i, co najważniejsze, darmowym narzędziem do podstawowej obróbki zdjęć jest PhotoScape. 




Dla nas robienie zdjęć jest zawsze doskonałą okazją do zabawy, nawet jeśli ze 100 zrobionych fotek, tylko 2 są ostre:)


Potrawa z historią w tle - szarlotka żony weekendowej

Dawno, dawno temu, w czasach, gdy Łódź i okoliczne miasteczka włóknem stały, żyła sobie pewna dziewczyna. Miała na imię Marianna, ale wszyscy nazywali ją Marysią. 


Marysia, dziewczyna lat dwudziestu kilku, tak jak wiele ówczesnych kobiet, pracowała w fabryce jako tkaczka. Pewnego dnia, na jej drodze stanął Jan, brat jej koleżanki ze szkolnej ławy - Jadwigi. 

Janek zakochał się w Marysi od pierwszego wejrzenia. Codziennie wyczekiwał na nią pod bramą fabryki z bukietem stokrotek i zabierał na romantyczne randki do pobliskiej kawiarni. 

Po dwóch latach znajomości, postanowił się oświadczyć. Marysia nie miała wątpliwości, że jej luby jest idealnym kandydatem na męża. Żaden inny mężczyzna nie traktował jej w taki sposób, że zapominała, że jest zwykłą tkaczką. 

Niestety, na drodze do szczęścia kochanków stanęła matka Janka. Była ona istotą apodyktyczną i bardzo zazdrosną o swego syna, którym nie chciała się dzielić z żadną inną kobietą. Była tak zaślepiona swą miłością, że postanowiła zrobić wszystko, by małżeństwo nie zostało zawarte. Na szczęście, wszystkie jej próby rozłączenia zakochanych spełzły na niczym i w mroźną sylwestrową sobotę Marysia poślubiła Jana. 

Nic nie zapowiadało, że szczęście młodych małżonków potrwa tak krótko. Pod koniec wesela, gdy goście szykowali się do wyjścia, mama Janka nagle upadła na podłogę. Chłopak pospiesznie pobiegł jej na ratunek. Po kilku chwilach kobieta odzyskała przytomność, lecz za chwilę straciła ją ponownie. Minęło kilka bardzo długich minut, po których ocknęła się na dobre i słabym głosem poprosiła syna by odwiózł ją do domu. Ten, zapominając o swej świeżo poślubionej żonie, wezwał taksówkę i pojechał razem z matką do rodzinnego miasteczka (nota bene oddalonego o 30 km od domu Marii). Jej samej zrobiło się bardzo przykro, że małżonek zostawił ją samą w noc poślubną, ale nie przejmowała się tym za bardzo. Czymże była jedna noc w porównaniu z całym życiem, które mieli spędzić razem.  

Niestety następnego dnia Janek nie wrócił - tłumaczył to koniecznością opieki nad matką, która, jak się pewnie domyśleliście, udawała chorobę by zatrzymać lojalnego syna przy sobie. Po tygodniu nieobecności, Jan w końcu zapukał do drzwi swej żony. Marysia, jak gdyby nigdy nic, zaprosiła go do środka, zabrała jego płaszcz i zaprosiła na obiad, po którym podała ulubione ciasto Janka - szarlotkę. 

Tak mijały lata i nic się nie zmieniło. Małżonkowie stopniowo przyzwyczaili się do takiego "weekendowego" życia, a nawet doczekali dwójki dzieci. Janek opiekował się "chorą matką" w dni powszednie, a w sobotę pędził do swej młodej "weekendowej" żony. Ta, natomiast, dbała o to, by w czasie jego wizyt na stole nigdy nie zabrakło jabłecznika...

Dziwne i pokręcone są koleje ludzkiego losu i relacje międzyludzkie. Patrząc wstecz i rozmyślając nad przedstawioną historią zastanawiam się, co bardziej motywowało mego ojca do tych wieloletnich, cotygodniowych przyjazdów - moja matka, czy właśnie to ciasto...


A oto przepis:

SKŁADNIKI

Ciasto:

40 dag mąki pszennej tortowej lub zwykłej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
20 dag zimnego pokrojonego w kostkę masła lub margaryny (osobiście wolę masło, ponieważ niesamowicie podkręca smak ciasta)
1 duże jajko lub 2 małe
3/4 szklanki cukru pudru lub drobnego cukru 
1,5 łyżki kwaśnej śmietany
otarta skórka z 1 cytryny lub 1 łyżeczka aromatu cytrynowego 
szczypta soli
masło lub margaryna do wysmarowania formy

Nadzienie:

1,5 kg kwaśnych jabłek (renety, antonówki) lub słoik 900 g gotowych prażonych jabłek
4 łyżki cukru (jeśli korzystamy z jabłek świeżych)
2 łyżeczki cynamonu lub przyprawy do szarlotki
4 łyżki rodzynek

PRZYGOTOWANIE


Ze wszystkich podanych składników zagniatam ciasto. By skrócić czas i ilość rozsypanej na blacie mąki, wrzucam wszystkie składniki do malaksera i miksuję przez około minutę.



Po tym czasie, powinno mieć konsystencję kruszonki, którą zlepiam w kulę, zawijam w folię spożywczą i wkładam na ok. 20 minut do zamrażarki.


Blachę (22 cm x 30 cm) smaruję masłem lub wykładam papierem do pieczenia. W międzyczasie nagrzewam piekarnik do 190 stopni - grzanie góra dół. Wyjęte z zamrażarki ciasto dzielę na dwie części - większą na spód i mniejszą, z której powstanie wierzch ciasta. Większy kawałek delikatnie rozwałkowuję starając się za bardzo nie nagrzewać ciasta dłońmi i wykładam nim dno i boki blaszki. By spód nie wybrzuszył się podczas pieczenia, nakłuwam go kilka razy widelcem, po czym wstawiam na 7 minut do rozgrzanego piekarnika by się podpiekł.


Teraz czas na nadzienie. Jeśli nie mam za dużo czasu lub nie dysponuję świeżymi jabłkami, korzystam z gotowych jabłek ze słoika (w tym wypadku z mieszanki jabłeczno-brzoskwiniowej). Ponieważ zazwyczaj są już posłodzone, jedyne co nam pozostaje to je odpowiednio doprawić cynamonem lub przyprawą do szarlotki, wymieszać z namoczonymi rodzynkami i wyłożyć na spodzie ciasta.


Jabłka świeże myję, obieram, kroję na ósemki lub szesnastki i układam na podpieczonym spodzie. Całość posypuję cukrem, namoczonymi rodzynkami i przyprawami. Opcjonalnie (jeśli mamy więcej czasu), jabłka możemy wstępnie uprażyć w garnku i po wystygnięciu pokryć nimi ciasto.

Drugi, mniejszy kawałek ciasta rozwałkowuję na placek, którym starannie przykrywam masę jabłeczną. Całość nakłuwam kilkakrotnie widelcem, by para z jabłek miała ujście. Z ciasta możemy również wyciąć paski i wykonać z nich dekoracyjną kratkę. 

Gotowe ciasto wkładam do nagrzanego piekarnika i piekę ok. 20 minut do czasu gdy wierzch szarlotki uzyska przyjemny rumiany kolor. 

Przestudzoną szarlotkę można oprószyć cukrem pudrem, ale nie jest to konieczne jeśli użyte do wypieku jabłka były dość słodkie.

Smacznego :) 





Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *