Mikołajki, Mikołajki i po Mikołajkach, czyli coraz bliżej Święta

7.12.13

Mimo przekroczenia magicznego progu lat 30-tu, 6 grudnia jest dla mnie wciąż magicznym dniem. Jest to data, od której na dobre rozpoczynało się w moim domu odliczanie do Świąt Bożego Narodzenia.



I chociaż w czasach, na które przypadł okres mojego dzieciństwa, nie było wielkich, ryczących na cały regulator amerykańskie kolędy galerii handlowych i komercyjnych Mikołajów wyskakujących z "lodówki", tylko dekoracje z waty i pomalowanego kartonu, czas przedświąteczny był wypełniony radością i niecierpliwym oczekiwaniem na przyjście Świętego.

O czym marzyła mała Ania? Łatwo mogłam sobie o tym przypomnieć, ponieważ moja mama do tej pory przechowuje me, na początku rysunkowe, później pisemne, listy do Gwiazdora. Moje dziecinne serducho żywiej biło na myśl o otrzymaniu książeczki z bajkami Ewy Szelburg- Zarembiny, soczków pomarańczowych w kartoniku, mazaków i lalki Barbie, którą z namaszczeniem oglądałam w Pewexie, w którym pracowała moja ciotka.

A o czym dziś marzą moje dzieci? Starszy syn, zapytany co chciałby dostać od Świętego, powiedział : 
" Mamo, daj spokój z Mikołajem. Chodź, pojedziemy do smyka i kupimy te klocki, które widzieliśmy na reklamie".
Przyznam, że w tym momencie, jak nigdy wcześniej, poczułam w jakich bezdusznych czasach przyszło żyć moim dzieciom.

Nie lubię Mikołaja, czyli pierwsze zdjęcie z corocznej mikołajowej sesji zdjęciowej :)


Ja i mój szanowny małżonek, dzieci stanu wojennego, wciąż kultywujemy zwyczaj dawania naszym maluchom i sobie nawzajem drobnych podarków (mimo, że w odrobinę skarpetowo-zamerykanizowany sposób). Najwyraźniej, byłam wystarczająco grzeczna, ponieważ Mikołaj obdarował mnie dwoma książkami, które od jakiegoś czasu widniały na mojej liście życzeń.

Zawartość mojej skarpety

I chociaż nie jesteśmy już dziećmi, cały czas mamy nadzieję, że jednak Święty istnieje i to on podrzucił nam te prezenty. A jak zaszczepić i kultywować tę wiarę w naszych małych stworkach, które telewizja i wszystko to, co je otacza przekonuje, że jest inaczej?




Koniecznie przeczytaj

4 komentarze

  1. Oj no.. nie jest tak źle;) póki co jeszcze bajeczki trąbią :Miko istnieje:) poza tym .. przecież to tylko od nas zależy czy magia będzie, czy nie:) i niech Wiedzą Bąki w tego Mikołaj jak najdłużej . AMEN:)
    zawodkobieta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pierwszy komentarz, juppi!!! My z małżem walczymy póki sił nam starczy o zachowanie tradycji i zwyczajów wyniesionych z domu rodzinnego, zwłaszcza tych bliskich każdemu dziecku :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Ojej, u mnie był ten sam Mikołaj, bo dostałam ten sam przepiśnik :P. Bardzo tu fajnie :). Będę Cię obserwować.
    Zapraszam do siebie.

    http://mojelatatrzydzieste.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiśnik jest super. Zastąpi mój stary jeszcze kupiony u Rosjan na targu z 20 lat temu:) Pozdrawiam i obserwuję:)

      Usuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *