Nasza wcześniacza historia

10.12.13 , , 0 Komentarze/y

Mój młodszy syn Artur urodził się przez cesarskie cięcie w 33 tygodniu ciąży. Niestety mimo diety wątrobowej i zastosowanego leczenia, lekarzom nie udało się powstrzymać trapiącej mnie cholestazy.


Artur na tydzień przed narodzinami.


























Po tygodniowej walce z moją zbuntowaną wątrobą, zostaliśmy postawieni przed trudnym wyborem: albo 
nasz syn będzie wcześniakiem i będzie musiał stawić czoła wszystkim zagrożeniom związanym z porodem na 1,5 miesiąca przed planowanym terminem, albo kontynuujemy ciążę i liczymy się z tym, że dziecko może urodzić się w sposób nagły i gwałtowny lub możne dojść do jego obumarcia w moim łonie. Ponieważ nasz starszy syn jest również dzieckiem z ciąży cholestazowej (urodził się przez CC w 38 tygodniu), mieliśmy już dość dużą wiedzę na temat cholestazy i raczej obawialiśmy się tego, że lekarze będą chcieli na siłę ciążę kontynuować. Na szczęście podjęto decyzję o natychmiastowym rozwiązaniu.

Arturek przyszedł na świat w moje imieniny - 26 lipca 2013 roku. Ważył 2080 g i mierzył 46 cm. Jego głośny płacz upewnił mnie, że leki sterydowe podane raptem dzień wcześniej zadziałały i maluch sam oddycha. Nigdy nie zapomnę chwili gdy ujrzałam go po raz pierwszy - tej maleńkiej postaci, której główka była wielkości większego jabłka. "Mamo, czy taki miałem być? - zapytała położna pokazując mi moje dziecię. "Tak, tak, jesteś idealny, piękny, mój najdroższy, chociaż tak maleńki" - mówiłam w myślach, a łzy strumieniami ciekły mi z oczu. Kolejne dni przyniosły mniej dobre wieści. Dzidziuś przestał sam oddychać, wywiązało się zapalenie płuc, nie miał odruchu ssania...

Pierwszy raz w moich ramionach.

Na szczęście sprawy obrały pozytywny obrót. Po 4 pełnych niepewności dobach, Arturek został odłączony od aparatury wspomagającej oddech, infekcja minęła i wkrótce opuścił inkubator. 

W inkubatorze.

Wszędzie pełno kabli.

Jak się później okazało, to nie był koniec naszych zmagań z wcześniactwem. Po przeniesieniu Arturka na oddział opieki pośredniej, okazało się, że maluch wciąż nie ma odruchu ssania. Nasze pierwsze nieporadne próby karmienia piersią i butelką były porażką.

Pierwsze karmienie butelką.

Synek nie potrafił ssać. Trudno opisać frustrację, jaką wtedy odczuwałam. Mijał już 10 dzień od narodzin, a postęp nie nadchodził. Po codziennym, czasem nawet 8 godzinnym pobycie w szpitalu, wracałam do domu coraz bardziej przybita. Wszyscy dookoła powtarzali mi, że musimy czekać, że to kwestia czasu. Ale jak długo można czekać? Chciałam by Arturek był już z nami w domu! W końcu nadszedł ten upragniony dzień. Była sobota. Weszłam do sali, w której leżał nasz synek, a tu niespodzianka. Maluch ssał swój ogromny smoczek-gryzaczek, którym wcześniej nie był w ogóle zainteresowany.

Pierwszy smoczkowy sukces.

Nauka picia z butelki zajęła nam kolejne 2 tygodnie. Artuś stopniowo wypijał coraz więcej mleka (zaczynał od 10 ml!) aż osiągnął efektowny wynik 60 ml. Jego waga rosła w super-szybkim tempie, co dało lekarzom podstawę do wypisania go do domu. W końcu! Po miesiącu gehenny i niepewności, mogliśmy zabrać nasze dziecię ze szpitala i wreszcie być razem.

Czy wyglądam na wcześniaka?

Dziś Artur ma już prawie 4 miesiące. Jest normalnym, zdrowym i bardzo radosnym niemowlęciem. O jego przedwczesnych urodzinach przypominają nam comiesięczne kontrole w poradniach. Skłamałabym pisząc, że mój strach o niego zupełnie minął. Wciąż z niepokojem sprawdzam czy oddycha, czy przybiera na wadze, czy prawidłowo się rozwija, ale sądzę, że ten lęk nie jest obcy większości matek - nawet tym, których dzieci urodziły się o czasie.

Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

0 komentarze: