Święty Mikołaj pilnie poszukiwany!

Święta Bożego Narodzenia to czas kojarzący się z radością, miłością i bezinteresownym dobrem czynionym dla naszych bliźnich. Wydarzenia ostatnich dni udowodniły mi, że nie do końca jesteśmy tacy otwarci na robienie i dawanie, nawet na rzecz własnych dzieci.



W jednym z pierwszych postów wspominałam, że działam w radzie rodziców przy przedszkolu, do którego chodzi mój starszy syn. Jest to typowe państwowe przedszkole, do którego uczęszczają dzieci z rożnych środowisk, z rodzin biednych i bogatych. Ponieważ jest to moja pierwsza kadencja w radzie, nie wiedziałam jakim wyzwaniom muszą stawić czoła rodzice, którzy chcą aktywnie uczestniczyć w edukacji swoich pociech. 

Jednym z głównych problemów jest niestety bardzo roszczeniowe podejście rodziców do przedszkola, rad i radnych. O walce o wpłaty na fundusz rodzicielski nawet nie wspomnę, ponieważ mogą się odezwać głosy, że wpłaty nie są obowiązkowe. OK, zgoda. Nie każdego stać na uiszczanie składek. Dla niektórych te dodatkowe 10 zł na miesiąc robi ogromną różnicę. Rozumiem to i nie będę z tym polemizować. Niestety, z pustego i Salomon nie naleje, a oczekiwania większości rodziców są bardzo duże...

W nadchodzący piątek odbędą się w naszym przedszkolu uroczystości gwiazdkowe. Dzięki determinacji radnych mam i dyżurom pełnionym przez nas 3 razy w tygodniu, udało nam się uzbierać niewielką kwotę na zakup prezentów dla dzieci. Oczywiście, nie obyło się bez marudzenia co niektórych, bardziej wygadanych mamusiek, że nie będą wpłacać na ten cel, ponieważ nie będą finansować prezentów dla tych, którzy nie wpłacają. Nie przekonało ich nasze tłumaczenie, że robimy to dla naszych dzieci, że chcemy im zapewnić wspaniałe wspomnienia z tych pierwszych lat ich edukacji, że chcemy kupić nowe krzesełka dla maluszków, że szafki w szatni się rozpadają, że przydałoby się kupić nowe zabawki... Panie nie uznały naszych argumentów za przekonujące. Smutne to, ale trudno, poradzimy sobie bez nich. Grunt to optymistyczne podejście do życia :)

Kolejnym problemem, z którym przyszło nam się zmierzyć było... poszukiwanie świętego Mikołaja. Obdzwoniłyśmy z 3 polecanych "zawodowych" Mikołajów i każdy zażyczył sobie po minimum 200 zł za godzinę pobytu w przedszkolu. SZOK! Czy ktoś z Was tyle zarabia za godzinę pracy niewymagającej zbyt wielkiego wysiłku? Ja nie. A że kasa rady świeciła pustkami, postawiłyśmy na najtańsze rozwiązanie, czyli wypożyczenie stroju świętego i... ożenienie któregoś z ojców lub dziadków z tematem. Z jakim rezultatem? Zerowym. Na 30 mężczyzn, których o to poprosiłyśmy, żaden nie wyraził chęci na bycie Mikołajem wiedząc dobrze czym to grozi. Brakiem Mikołaja na imprezie choinkowej w przedszkolu, do którego chodzi jego własne dziecko lub wnuk. Oczywiście, w ostateczności, mogłyśmy poprosić o to naszych mężów, ale na początku roku szkolnego za swój cel wzięłyśmy sobie zaktywizowanie też innych rodziców. Niestety, poniosłyśmy sromotną porażkę. I tym to sposobem, Mikołajem zostanie mój mąż :)

Było i jest trudno działać, gdy nie ma wsparcia ze strony innych rodziców. Nieraz chciałyśmy się poddać, bo w szaleńczym tempie oddalał się sens poświęcania naszego wolnego czasu na robienie rzeczy, które inni uważają za bezsensowne. Jednak uśmiech na ustach dzieci i radość z wizyty tak bardzo oczekiwanego Świętego Mikołaja, będą najlepszą rekompensatą i zachętą do dalszej pracy na rzecz przedszkolaków.

 Zdjęcie Mikołaja ze strony skytop.com.

Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

2 komentarze:

  1. wyobrażam sobie, jak trudno funkcjonować w braku wsparcia i zrozumienia, ale popatrz na to z drugiej strony. Ile dzieci, nie tylko Twoje zyskują dzięki Twojej determinacji i sile. Trzymam kciuki:) W wolnej chwili zapraszam:


    http://alelarmo.blogspot.com/ o Mamach. dla Mam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki ludziom takim jak Ty Aniu, ten świat jeszcze nie zwariował. Zawsze ceniłam osoby, które z determinacją walczą o istotne cele, a cóż dla nas jest ważniejszego niż szczęście potomnych :-)

    OdpowiedzUsuń