Hello, we are back!
























Ferie, ferie i po feriach. Po ponad tygodniowej, przymusowej przerwie od blogowania, spowodowanej brakiem komputera, jestem z powrotem! A komputer oczywiście miał z nami pojechać, ale przez moją sklerozę i przedwyjazdowe roztargnienie, został pominięty w czasie załadunku tysiąca innych bambetli do naszego rodzinnego łunochodu. Tym to sposobem, miałam ponad 7 dni na rozmyślania, co dalej...

Po pierwsze primo, zadałam sobie pytanie w którym kierunku iść z moim blogiem. Czy pchać się w tematykę typowo parentingową, która podobno kuleje w Polsce, czy też wyeliminować zupełnie treści dotyczące mojej rodziny, a zwłaszcza dzieci? Blogi mam są traktowane po "macoszemu" przez innych "jak-na-razie-bezdzietnych-członków-blogosfery,-którzy-zmienią-zdanie-gdy-dorobią-się-pierwszego-potomka-i-wtedy-zaczną-zapychać-dziury-w-swoich-hipsterskich-blogach-postami-o-tym,-co-w-nich-zmieniło-macierz/tacierz-yństwo". Nie wiem dlaczego, ale blogi parentingowe są uważane za twory bez przyszłości, bo większość z nas, matek, boi się pisać o ciemnych stronach macierzyństwa lub o kwestiach kontrowersyjnych związanych z wychowywaniem dzieci, stąd nasze pisanie jest podobno słodkie aż do bólu zębów. Jest jedno małe "ale". Nie każda z nas jest nastawiona na zarabianie kasy, co w dzisiejszych czasach okazuje się być nieodłączną częścią blogowania. Mam wrażenie, że panuje powszechne przekonanie, ze jeśli nie żyjesz ze swojego bloga, to znaczy, że nie jest on i ty, jako jego autor, nic wart. Ja moi drodzy, nie wyobrażam sobie, być może na razie, wpisania do swego CV słowa "blogerka" jako zawód wykonywany. Z całym szacunkiem dla tych, którzy myślą inaczej, zawód "bloger" przegrywa w moich oczach z każdym innym, mniej lub bardziej wymagającym nauki i nakładu pracy fachem. 

Po drugie, wygląd bloga. Obecny szablon nie do końca spełnia moje oczekiwania i pewnie wkrótce coś w nim zmienię. Chciałabym, by był jak najbardziej czytelny i przejrzysty, ale jednocześnie taki "bardzo mój". Mój blog to moje własne podwórko, które jednemu może się podobać, a drugiemu nie. Dlatego też, postaram się znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co dobrze wygląda, a tym, co lubię. Stay tuned ;-)

Po trzecie, częstotliwość postów. Mając dwoje dzieci i cały dom na głowie, tworzenie postów codziennie może się nie udać. Od jutra zaczynam wprowadzać do codziennej rutyny Kuby elementy "homeschoolingu" i dość dużo czasu może mi zająć przygotowanie i przeprowadzenie takich zajęć. Z resztą, zobaczymy jak nam w ogóle pójdzie to nauczanie domowe, bo już kiedyś próbowałam uczyć K. angielskiego i niestety poległam na tym gruncie, bo nie udało mi się skupić jego uwagi. Teraz w planie mam naukę głosek i liter i stopniowe przejście do nauki pisania i czytania. Większość z Was zapyta, po co to wszystko? A po to, że K. ma tego pecha być dzieckiem urodzonym pod koniec roku 2009, co oznacza, że za rok pójdzie do 1 klasy z dziećmi o nawet 1,5 roku starszymi (z drugiej połowy roku 2008) i zrobię wszystko, co tylko możliwe, by nie odstawał od starszych kolegów z klasy.

Po czwarte, po piąte i po szóste, dziękuję, że czytacie te moje wypociny i pozostawiacie po sobie ślad w postaci komentarzy. To bardzo wiele dla mnie znaczy i nawet nie wiecie, jak bardzo uzależniłam się od pisania bloga i czytania innych, tych zaprzyjaźnionych. Wieczór bez bloga jest wieczorem dla mnie straconym (no, chyba, że akurat leci w TV film z George'm Clooney'em lub jestem na piątkowej randce z mężem, wtedy to, bardzo przepraszam , ale przyznaję im palmę pierwszeństwa ;). 

Życzę Wam miłej niedzieli i udanego startu w poniedziałek, A.




Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

6 komentarzy:

  1. Dobrze, że jesteś z powrotem. U nas ferie się dopiero zaczęły. Planujemy wyjazd w Bieszczady. Mam nadzieje , ze nie zapomnę kompa przy trójce moich dzieci. ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Kasiu za miłe słowa. Nigdy nie byłam w Bieszczadach, ale może zahaczę o nie w wakacje, ponieważ mam ambitny plan wyjazdu do Przemyśla i okolic w poszukiwaniu moich korzeni rodzinnych. Życzę Wam udanego pobytu i wypoczynku. I dużo śniegu :) Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chodzę z J. na angielski już drugi rok. Pierwsze zajęcia są darmowe, możesz iść zobaczyć jak to wygląda, może jakoś cię to zainspiruje do nauki w domu :).

    Co do posta to jest tak, że niby podobno, zazwyczaj u blogujących matek nie ma nic do poczytania. Hmmm ja czytam i jest co do poczytania. Też nie zarabiam na blogu, bo uważam, że nie na wszystkim trzeba w życiu zarabiać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh, pomysłów to ja mam masę i byłam na wielu zajęciach pokazowych, ale mój uparciuch za nic nie chce się uczyć. Mówi, ze mama to mama, a pani to pani. W tym roku w naszym przedszkolu nie ma angielskiego. To jestem w stanie przetrawić, bo sama zaczęłam się go uczyć dopiero w liceum, ale to, że w przedszkolu jest praktycznie zakazane uczyć dzieci liter i panie robią to potajemnie, to już jest lekka przesada. Aż boję się pomyśleć jak będzie ten mój wciąż 5-latek radził sobie w szkole za rok.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie że wróciłaś Aniu :-) Oj widzę jak to z tymi naszymi blogami jest. Teraz na topie moda, hand-made i piszczące fanki One Direction ^^ a o tym co tu wypisujemy czyta garstka. Ale wiesz co? Wolę tą garstkę niż tworzenie czegoś pod publikę, dla "lajków" itd bo to jest moje. A o mnie i mojej rodzinie nikt czytać nie musi jak mu się nie podoba ;-) życzę powodzenia w homeschoolingu i dalszym tworzenia bloga, bo jest on naprawdę wartościowy :-) dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za miłe słowa:) Moja znajoma, która mieszka w USA pisała mi ostatnio, że u nich "mamine blogi" robią furorę i większość mam pisze swojego. U nas królują blogi pisane przez singli i singielki , choć jestem święcie przekonana, że i oni prędzej czy później przerzucą się na tematykę ślubną, a później parentingową. Już widzę córkę premiera w ciążowych stylizacjach ;)Pozdrówka!!!

    OdpowiedzUsuń