Kto w niedzielę urodzony...

22.2.14 , 10 Komentarze/y



Gdy byłam mała, moja babcia zwykła powtarzać, że "kto w niedzielę urodzony, ten ma dwie lewe ręce do roboty". Wtedy nie rozumiałam co konkretnie miała na myśli, ale dziś jak nigdy wcześniej utożsamiam się z jej słowami.

Od samego rana nie mogę zebrać się do jakiejś konkretnej roboty, a mój szanowny, przyklejony do TV i odmawiający współpracy przy ogarnięciu naszego gospodarstwa domowego, tym bardziej działa na mnie demotywująco. Mieszkanie wygląda jak po przejściu tornada, góra prania piętrzy się w łazience, a przez szyby okien ledwo co widać. Dobrze, że wcześniej ugotowałam obiad dla maluchów. Dziś wystarczyło go tylko podgrzać i voila. Niestety, dla nas już nie stało:) Jakie to szczęście, że mieszkam w mieście, gdzie pewien sklep z wyposażeniem wnętrz ma jadłodajnię, w której tak sobotnio-rozbabrane panie domu jak ja mogą szybko i względnie tanio odżywić swój rozleniwiony organizm. 

Zatem, drogie Panie i może Panowie, życzę Wam miłej i spokojnej soboty, a ja uciekam z małżem na pulpety.

PS A jak Wam mija dzień? Czy nie sądzicie, że nasze panczenistki mogły bardziej się postarać? Może one też urodziły się w niedzielę?

Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

10 komentarzy:

  1. Hehe to pomyśl co jest u nas: Ja i M urodzeni w święto, maluch za to z niedzieli :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj , moja droga, każdy ma taki dzień czasem. A ten sklep wnętrzarski czyżby to Ikea była? Ja żałuję że nie mam jej u siebie w mieście, bo bym tam mogła jeść codziennie i nie gotować. Uwielbiam!!! Niekoniecznie pulpeciki. Za to mój Maks przepada za pulpetami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pomysł. Jak wybieram się do tego sklepu to jakoś dziwnie nie wyrabiam się z obiadem ;) po zakupach kawa i torcik też dobrze smakują :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam do Ikei jakieś 14 km. Niby nie daleko, ale też nie na tyle blisko żeby zrobić szybki wypad na obiadek :-) a szkoda bo tam smacznie i tanio ;-) ps. mój szanowny z kolei przyklejony do laptopa i również odmawia pomocy w ogarnięcia chałupy ;-p

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, Ty to masz lekkie pióro. Piszesz bardzo ciekawie, aż chce się czytać. Pisz częściej i więcej.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Tedi, hehe, przypomina mi się takie angielskie powiedzenie "all work no play makes Jack a dull boy", więc grunt to zachować równowagę pomiędzy wrodzonym lenistwem a pracoholizmem. U mnie ostatnio wygrywa to pierwsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. @nowoczesna matka-polka, to Ikea w rzeczy samej:) Mi jakoś przypasowały te pulpety, a małżonek odmawia ich sobie mówiąc, że nie chce by mu po nich kopyta wyrosły, więc wcina głównie devoilaje albo łososia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. @ T. rzydziestka, zapomniałam wspomnieć, że po pulpetach obowiązkowo ciacho i nielimitowana kawka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Majerankowo.pl, kiedyś, gdy w Łodzi nie było Ikei, jeździliśmy do tej w Jankach. Czasem nic nie kupiliśmy, ale obiadek został pochłonięty. Dziś mam do tego sklepu stanowczo za blisko;)

    OdpowiedzUsuń
  10. @MariaPe, dziękuję i postaram się pisać częściej:)

    OdpowiedzUsuń