Nasze ferie w Zakopanem

4.2.14


Jak Wam minął wtorek? U mnie pod znakiem całodziennych zmagań z zapaleniem spojówek Artura. Na szczęście w końcu udało mi się go utulić do snu i mam chwilę na to, by podzielić się z Wami moimi po-zakopiańskimi wrażeniami.

Nie lubię się pakować. Zniechęca mnie do tego sama myśl o tym, ile rzeczy muszę zabrać dla siebie i dwójki moich dzieciaczków. Małż pakuje się sam i jak każdy facet wrzuca do torby kilka par czystej bielizny, żel pod prysznic i ze zniecierpliwieniem stoi przy drzwiach wyjściowych i pyta - "To Wy jeszcze nie jesteście spakowani"? Zazwyczaj szlag mnie wtedy trafia, ale staram się poprawić sobie humor tym, że za parę godzin (normalnie 4-5) będę zajadać oscypek z grilla i pić grzane wino w góralskiej karczmie. 

W tym roku pakowanie rozłożyłam sobie na dwa dni. Wszystkie ubrania zdążyły wyschnąć, ja je wyprasować i spakować wraz z tysiącem innych urządzeń, sprzętów i zabawek. Sama wyprawka Artura - jego podgrzewacze, sterylizatory, monitory oddechu, itp. zajęły całą wielką walizę. Ale nic to. W końcu to jego pierwszy wyjazd w góry. 5 godzin i będziemy na miejscu. AKURAT! Jechaliśmy ponad 10, słownie dziesięć. Korek na korku i korkiem poganiał. Szybciej doleciałabym samolotem do Kalifornii niż pokonała dystans na trasie Łódź-Zakopiec. Na szczęście miałam przy sobie dwa cudowne sprzęty zwane potocznie "cyckami", więc udało mi się jakoś Artka urobić i cudem przetrwaliśmy tę gehennę. 

A Zakopane przywitało nas słońcem, śniegiem i lekkim mrozem. Po szybkim śniadaniu (chwała Bogu, że nie musiałam go ani przygotowywać, ani po nim zmywać:), wyruszyliśmy zbadać zakopiańskie „ośle łączki”. Kuba nie był za bardzo zainteresowany narciarstwem, ale po lekkiej perswazji z naszej strony (czytaj po założeniu nart i butów na siłę), grzecznie pomaszerował za instruktorem na stok. Po pierwszej godzinie nauczył się utrzymywać równowagę, po kolejnych dwóch lekcjach, samodzielnie zjechał z górki na nartach. Po ostatnim treningu jazdy, płakał, że nie zdejmie nart, i że nie wraca do domu, tylko zostaje na dłużej. I jak tu zrozumieć dziecko? 

























































26 stycznia Artur skończył pół roku. Była to doskonała okazja do świętowania i do kolejnej refleksji nad szybko mijającym czasem. Dopiero co nasz maluch przyszedł na świat, a tu już prawie siedzi, waży 4 razy więcej niż przy urodzeniu i więcej gada (co prawda po dzidziusiowemu) niż niejeden dorosły. Jestem z niego taka dumna, że mimo wcześniactwa tak szybko dogania rówieśników.



Popołudniami, zazwyczaj oddawaliśmy nasz przychówek pod opiekę dziadków i z małżem wyruszaliśmy na stok lub całym kolektywem udawaliśmy się szlakiem Równi Krupowej. Jeśli ktoś ma za dużo pieniędzy, to w Zakopanem z pewnością znajdzie mnóstwo karczm i sklepów, gdzie będzie mógł choć w części się ich pozbyć. My poprzestaliśmy na jednej wizycie w naszej od lat ulubionej "Karczmie po zbóju" i na window shoppingu w pobliskich sklepach z ciuchami. Mimo licznych przecen, w tym roku zabrakło mi weny do zakupów. 








Suma summarum wyjazd zaliczam do udanych. Kuba nauczył się jeździć na nartach, ja z mężem mieliśmy kilka okazji pośmigać na dechach, Artuś odbył swoją pierwszą, długą podróż, a najważniejsze jest to, że ruszyliśmy się z domowych pieleszy i mieliśmy świetną okazję pobyć na świeżym (?) powietrzu i wypocząć od codziennych obowiązków. Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. Po tygodniu musieliśmy ponownie spakować walizki i wyruszyć w drogę powrotną. Teraz też mam w domu góry, ale prania i zero szans na to, że znikną pod warstwą śniegu.







Koniecznie przeczytaj

5 komentarze

  1. Ale się rozmarzyłam! Kocham Zakopane od dzieciństwa. Mnóstwo czasu tam spędziłam i mam mega sentyment mimo ostatnio kiepskiej opinii jaką się cieszy, ze względu na górali pasożytów żerujących na turystach. Karczma po zbóju to nasze ulubione miejsce wyżerki i wieczornego grzanego winka :))))))) super fotki. Gratulacje dla synka! :-) pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. wybornie:) ja też chcę do Zakopanego:)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie wyjazdy, gdziekolwiek, sprawiają że choć przez chwilę zapominamy o domowych obowiązkach

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Majerankowo.pl , niestety Zakopane bardzo traci przede wszystkim na kiepskim dojeździe, cenach i przeogromnej ilości paskudnych reklam pokrywających budynki i ogrodzenia. No i do tego ten plac budowy w samym centrum. Mimo wszystko uwielbiam tam wracać. No i kwaśnica w "Karczmie"- pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ ale LARMO, @ Swiat Sikuni, dziewczyny, powiem Wam, że tydzień poza domowym kieratem powinien być refundowany przez NFZ - dla podreperowania zdrowia psychicznego każdej zarobionej mamy ;)

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *