Szpital pediatryczny na piątkę z plusem

20.2.14

Mimo chuchania i dmuchania na mojego bobasa, w końcu i jego dopadło choróbsko. Zaczęło się od lekkiego pokasływania i zapalenia spojówek, a skończyło na rozsadzającym jego małe ciałko kaszlu i niestety zapaleniu płuc.

Dobry szpital pediatryczny, to przede wszystkim świetni lekarze i nowoczesny sprzęt. Tym razem, nasz lekarz rodzinny skierował nas do Szpitala Pediatrycznego wchodzącego w skład Wojewódzkiego Centrum Leczenia Chorób Płuc w Łodzi-Łagiewnikach. A tam, trafiliśmy w ręce samej Pani Ordynator, dzięki której nasz maluch szybko odzyskał utracone zdrowie. Jestem również przeogromnie wdzięczna wspaniałym Paniom Pielęgniarkom i Rehabilitantkom, które nie tylko z wielką delikatnością podawały leki i oklepywały małych pacjentów, ale również służyły wsparciem zmartwionym mamom. 

Świetny szpital pediatryczny, to nie tylko kompetentni lekarze i niezawodny sprzęt, ale przyjazne dzieciom i towarzyszącym im w czasie terapii rodzicom, otoczenie.

Ku mojemu zaskoczeniu, sam budynek szpitala w ogóle go nie przypominał, lecz wyglądał z zewnątrz jak hostel lub ośrodek wczasowy. Elewacja w kolorze żółto-zielonym, liczne przeszklenia i, przede wszystkim, widoczna od frontu duża świetlica, powodowały, że z chęcią weszliśmy do środka. 



A tam jeszcze większe zaskoczenie. Kolorowe i bardzo estetycznie wykończone ściany z postaciami z kreskówek wskazującymi, że na parterze budynku znajdują się sale dla dzieci starszych, a na pierwszym piętrze dla maluchów. My trafiliśmy na górną kondygnację. 



Po obowiązkowym badaniu lekarskim i prześwietleniu, na które nie musiałam ciągnąć mego chorowitka dworem na drugi koniec kompleksu szpitalnego, lecz do pokoju obok zabiegowego, udaliśmy się do sali, w której, jak się później okazało, przyszło nam spędzić ponad tydzień. 

Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w moim trudno jest o szpital, w którym matka mogłaby "godnie" opiekować się i przebywać ze swym chorym dzieckiem. W czasie choroby Artura, w innym szpitalu pediatrycznym leczyła się z zapalenia płuc jego koleżanka z wcześniaczych czasów. Mama dziewczynki spędzała noce siedząc na twardym, drewnianym krześle, mimo, że opłata za jej pobyt na oddziale wynosiła ponad 30 PLN (w moim szpitalu ok. 17 PLN). Do tego sala, w której przebywała była wieloosobowa, więc trudno było o intymność i o spokojny sen dla maluchów, nie wspominając o wzajemnym kasłaniu jednego dziecka na drugie.


My zostaliśmy zakwaterowani w sali, w której obok łóżeczka niemowlęcego stał duży, wygodny fotel, który po rozłożeniu służył mi za łóżko. Z tego, co udało mi się podejrzeć, w innych pokojach było podobnie, chyba, że przeznaczone były dla dzieci, które przebywały w szpitalu bez mamy czy taty (ech, przykro było patrzeć na te biedne bobasy, które błagalnym wzrokiem prosiły o wzięcie na ręce i przytulenie...). Oprócz łóżek, w naszym pomieszczeniu znajdował się mini-stolik śniadaniowy, szafka ze zlewo-wanienką do kąpania dzidziusiów i blatem do przewijania. Dzięki kolorowym ścianom i ogromnym naklejkom z motywami bajkowymi, sprzęt medyczny stawał się prawie niewidoczny, a dzieciaki mogły poczuć się, może nie jak w domu, ale przynajmniej na chwilę zapomnieć o tym, że są w szpitalu. 


Trochę większe dzieci, którym lekarze pozwalali na wychodzenie z pokoi, mogły bawić się wspólnie z rówieśnikami w sali zabaw lub na dobrze wyposażonym placu zabaw zlokalizowanym na tyłach budynku. Natomiast do dyspozycji rodziców była kuchnia, w której mogli przygotowywać i przechowywać swoje posiłki oraz jadalnia. 



Na zakończenie dodam, że szpital, w którym przebywaliśmy jest szpitalem państwowym, do którego może trafić każde dziecko, które wymaga specjalistycznej opieki pulmonologicznej. Jak widać personel może być miły i pomocny, lekarze kompetentni i komunikatywni (w innych szpitalach miewałam do czynienia z bucami, których musiałam błagać o chwilę rozmowy), a otoczenie czyste, kolorowe i przyjazne dzieciom i ich rodzicom. Mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, że większość polskich szpitali pediatrycznych będzie na poziomie europejskim, bo z moich wcześniejszych doświadczeń wynika, że niestety od Europy dzielą je setki lat świetlnych...

Żródło zdjęć: fakt.pl, halolodz.pl, dzienniklodzki.pl















Koniecznie przeczytaj

6 komentarze

  1. I oby wiecej takich placowek w polsce, juz sam wyglad jest zachecajacy. No oczywiscie aby nigdy nie trzeba bylo korzystac z tego przybytku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Fantastyczny ten szpital. Wszystkie powinny takie być. Dobrze, ze już jesteście w domku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tym co widziałam w moim mieście, ten szpital jest jak z bajki:) aż chce się zdrowieć, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogie Panie, no własnie najlepiej byłoby nigdy nie musieć przebywać w szpitalach, ale czasem inaczej się nie da:( Co jak co, ale na dzieciach, ich zdrowiu i dobrym samopoczuciu nie powinno się oszczędzać, dlatego cieszę się, że jest coraz więcej miejsc takich jak wspomniany przeze mnie szpital.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite. W szpitalu w którym byłam razem z J. też było bardzo ładnie, czysto itd, ale brak jak dla mnie kolorów i takich typowo dziecięcych motywów. Oby więcej takich placówek jak ta Twoja!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, ja byłam z 3 tygodniowym synem w matce polce z zapaleniem płuc. I chyba szkoda opowiadać o warunkach, podejściu personelu...

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *