Keep calm, it's spring time!


Wiosna - cieplejszy wieje wiatr. Wiosna... Czyż sama myśl o tym, że skończyła się zima nie nastraja Was pozytywnie? Mnie tak, mimo iż w Łodzi od wczoraj leje deszcz, a temperatura ledwo przekracza 3 stopnie, no ale sorry, taki mamy klimat...

W końcu po dwutygodniowej przerwie udało mi się zasiąść przed komputerem. Pobyt w szpitalu i walka z kolejnym zapaleniem płuc Artura wyczerpały mnie kompletnie. Od piątku, kiedy to wreszcie wróciliśmy do domu, obserwuję moje dziecię przez 24 h na dobę i sprawdzam czy przypadkiem zarazy nie szykują kolejnego ataku na mojego chorowitka. Przy tak obniżonej dwiema ogromnymi infekcjami odporności, ryzyko kolejnego uderzenia jest ogromne. Na szczęście starszy syn ma dopiero 4,5 roku, nie chodzi jeszcze do zerówki i mogę go zatrzymać na dłużej w domu. Dzięki temu wyeliminowaliśmy szansę przywleczenia bakterii z przedszkola, w którym podobno grupy są zdziesiątkowane przez grypę i śródmiąższowe zapalenie płuc. By dać naszemu maluchowi lepszy start w zdrowie, w czasie naszej nieobecności moja mama z małżem gruntownie posprzątali i całymi dniami wietrzyli nasze mieszkanko, a po naszym powrocie każdy dzień zaczynam od odkurzania i mycia podłogi. Może ktoś uznać to za lekką przesadę, ale antybakteryjne żele do mycia rąk i maski na twarz w dużej ilości spoczęły w naszej domowej apteczce, a nuż widelec kogoś z domowników dopadnie jakiś upierdliwy wirus lub bakteria. Tfu, tfu, na psa urok, oby tak się nie stało...

A co czeka nas w najbliższej przyszłości, o czym na pewno Wam napiszę? Przede wszystkim homeschooling - za radą nauczycielek Kubusia skupimy się na rozwijaniu umiejętności motorycznych i manualnych mojego synka. Niestety wciąż ma problemy z prawidłowym trzymaniem kredek i ołówków i rysowaniem po śladzie. Do tego niezobowiązujący angielski. Kubuś coraz częściej używa słów i zwrotów, które słyszy w piosenkach, których słuchamy w domu i do których tańczymy. Daje mi tym jasno do zrozumienia, że jest typowym słuchowcem-kinestetykiem, który więcej skorzysta z podrygiwania do "Thank you very much" Margaret niż ze ślęczenia nad planszami, rysunkami czy szkicami.

Kolejną rzeczą, którą wkrótce się zajmiemy jest nasz domowy ogródek, a właściwie "pomidornik". Od kilku lat pasjami uprawiam pomidory w skrzynkach i donicach na własnym balkonie i parapecie, a sadzonki moich "gargameli" daję znajomym zamiast kwiatów. Ponieważ teraz jest najlepszy moment na wysiew nasion, wkrótce pojawi się seria postów o naszym tegorocznym "pomidorowym" przychówku.

Niebawem wrócę do Was z kolejnym postem z serii "Oszczędne Wtorki z Annability". Do jego napisania zainspirowała mnie wypowiedź pewnej kobiety, która z obawy przed zbliżającą się, według niej, wojną, zaczęła gromadzić zapasy żywności. Bez względu na to, czy jej czarny scenariusz potwierdzi się czy też nie, kupowanie niektórych produktów na zapas ma sens, a moje propozycje takich towarów poznacie wkrótce.

W piątki tradycyjnie uraczę Was moimi przemyśleniami na temat małżeństwa, związków i bycia razem. A tematem, który jest dla mnie ostatnio dość aktualnym jest rozwód mojej przyjaciółki, która wzięła ślub miesiąc po nas. Dwoje małych dzieci, piękny dom i niedopasowane małżeństwo. Rozwodzić się czy nie? Oto jest pytanie...

I na koniec muszę się Wam pochwalić, że wchodzimy w kolejny etap realizacji naszego marzenia o własnym domu - rozpoczynamy poszukiwania projektu architektonicznego. Z powodu bardzo ograniczonych zasobów i już posiadanego frank-kredytu, najtańszym rozwiązaniem jest projekt gotowy i jego ewentualna adaptacja. Mamy już kilka typów, ale żaden nie jest "tym jedynym". Czasem żałuję, że Bozia nie obdarowała mnie na tyle przestrzenną wyobraźnią, bym mogła studiować architekturę i samodzielnie zaprojektować chałupę naszych marzeń...

No dobrze, czas już na mnie. Muszę w końcu porządnie zabrać się za aktualizację mojej strony na Facebooku i Twitterze, do polubienia których serdecznie zachęcam. Trzymajcie się ciepło w te chłodne dni i "Keep calm, it's spring time" :)








Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

7 komentarzy:

  1. Ja też żałuję, że nie poszłam na architekturę a zadatki miałam. Dużo zdrówka dla dzieciaków! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie poczytam o Twoim pomidorniku, sama mam 5 grządkowy warzywniak :))

    OdpowiedzUsuń
  3. @Tedi, dziękuję za życzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Świat Sikuni, ojoj, marzę o własnym warzywniaku- o własnych ziemniaczkach, fasolce i sałacie. Na razie realizuję się na mniejsza skalę, ale z dość dużymi sukcesami;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mamy warzywniak wzorowany na kanadyjskim systemie "raised beds" - 4 spore skrzynie. W jednej co roku fasolka szparagowa, w drugiej truskawki, a dwie na zmianę różne warzywa. Pomidory kurcze co roku nam coś zjada pod koniec. Czarne plamy i mimo pięknych i dużych owoców wszystko do "kosza" :-/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam nigdy o systemie "raised beds", muszę poczytać na ten temat. Co do pomidorów, to u mnie w zeszłym roku zaraza ziemniaczana weszła niepostrzeżenie na krzaki gdy byłam w szpitalu rodzić Artura. W tym roku planuję zastosować oprysk krzaków mlekiem (takim prawdziwym, nie z kartonu). Może obędzie się bez użycia chemii.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pryskałam wyciagiem z pokrzyw i tytoniu i dupa zbita - nic się nie uratowało. .

    OdpowiedzUsuń