Czy wyszłabyś ze swoim dzieckiem na spacer na smyczy?

5.4.14

dziecko na smyczy, prowadzenie dziecka na smyczy

O tym, że dzieci lubią uciekać w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach przekonał się niejeden rodzic. Zatłoczone centra handlowe, stacje kolejowe czy lotniska spędzają sen z powiek mamom i tatom małych uciekinierów. A jeśli takich hiperaktywnych gagatków jest dwóch lub trzech, ich opiekun staje przed nierozstrzygalnym dylematem - za którym dzieckiem biec w pierwszej kolejności...

Gdy za czasów studenckich dużo czasu spędzałam w Wielkiej Brytanii, zauważyłam, że wiele matek używało do ogarnięcia swojego dopiero co uczącego się chodzić jak i starszego przychówku smyczo-puszorko-podobnych uprzęży, które zakładało maluchom na ramiona, a do których doczepiony był pasek, za który prowadziły obok siebie dziecko lub kilkoro dzieci! Muszę przyznać, że na początku wyglądało to dla mnie dziwnie i uwłaczająco ludzkiej godności. Chcąc nie chcąc przywoływało skojarzenia z wyprowadzaniem psa na spacer na smyczy. Ale z drugiej strony, ludzie zakładają psom smycze w dobrej intencji: by zapobiec ich ucieczce, wpadnięciem pod koła samochodów lub przed pogryzieniem przechodniów. W przypadku małych dzieci, które wprost uwielbiają uciekać swoim rodzicom w najmniej oczekiwanych momentach i najbardziej zatłoczonych i niebezpiecznych miejscach, powody dla których niektóre matki stosują owe "smycze" są w sumie takie same (może poza tym ostatnim).

W Polsce jak dotąd nie spotkałam się z podobnym zjawiskiem "wyprowadzania dzieci na spacer na smyczy", ale sądzę, że ta moda może zostać przywieziona do naszego kraju w walizkach naszych rodaków żyjących w USA czy UK. Na niektórych serwisach aukcyjnych są już dostępne smyczo-plecaczki i szelki połączone ze smyczą, które, z tego co widzę, cieszą się sporym zainteresowaniem kupujących. 


Ja osobiście mam mieszane uczucia. Z jednej strony doskonale wiem jak trudno jest spacerować po mieście z pełnym energii i ciekawym świata 4,5-latkiem i niemowlęciem w wózku i czasami z chęcią przywiązałabym mojego Kubę do siebie, byle tylko szedł przy mnie i nie oddalał się bez mojej zgody. Z drugiej strony, to zadaniem rodziców jest rozmawiać z dzieckiem i uczyć je co wolno, a czego nie wolno robić w miejscach publicznych i jakie zachowania mogą narazić je na wielkie niebezpieczeństwo.

A co Wy sądzicie na ten temat? Jesteście za czy przeciw okiełznywaniu rozbieganych malców za pomocą uprzęży ze smyczą? Może ktoś z Was już jej używa lub zna kogoś, kto to robi? Jeśli tak, z jaką reakcją otoczenia się spotykacie? 

Źródło zdjęcia: babble.com, http://erinhasthoughts.com/

Koniecznie przeczytaj

16 komentarze

  1. Gdy byłam mała,mama prowadziła mnie na podobnej smyczy (chociaż na pewno nie była taka ładna, jak ta z małpką). Uwielbiałam uciekać i to był chyba jedyny sposób aby mnie okiełznać. Nie mam z tego powodu traumy i nie zostałam skrzywdzona psychicznie. Czy sama taką kupię? Nie wiem. Zobaczę jaki będzie mój synek. A wszyscy dobrze wiemy, że tłumaczenie nie zawsze pomaga (zwłaszcza, gdy dziecko jeszcze malutkie). Gdy się zdarzy wypadek, to już będzie za późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że dzieci nie odnoszą szkody na psychice nosząc takie ograniczniki. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

      Usuń
  2. Gdy moja córka (ok. 30 lat temu ) była jeszcze bardzo malutka, wspólnie pojechaliśmy nad morze . Jak tylko znaleźliśmy się na plaży, ona zawsze wyrywała się nam i uciekała w stronę wody .Nieważne , czy było zimno czy ciepło, czy była ubrana i w bucikach , czy boso. Jedynym sposobem było założenie szelek, takich jakich 30. lat temu zakładało się dzieciom do wózka. Muszę stwierdzić, że skutkowało. Nie obchodziło mnie , że ludzie patrzą i być może coś komentowali.Taka ona była.Później zrozumiała. Uważam, że czasami można tak postąpić ,ale też trzeba dużo rozmawiać, zanim zacznie się wychodzić z dwójką dzieci, tak jak Ty.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój starszy syn niestety zachowuje się identycznie gdy widzi wodę:(

      Usuń
  3. Widziałam chłopczyka, który był w ten sposób prowadzony przez ojca i przyznam, że wywołało to we mnie mieszane uczucia. Moja Sikunia tez była pędzącym dzieckiem, w centrum handlowym musiałam się mieć na baczności, nie chciała chodzić za rękę i ciągle mi zwiewała, ale przez myśl mi nie przeszło by ją"uwiązać":)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopóki mój K. był dzieckiem wózkowym, to nie było problemu. Wczoraj np. uciekł mi na osiedlowym podwórku, a jesteśmy obecnie w innym mieście, i zamiast do klatki schodowej babci, wbiegł do tej obok. Dobrze, ze w ostatniej chwili go zauważyłam, bo zapewne nawet by mi przez myśl nie przeszło, że mógłby pomylić drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł może wydawać się kontrowersyjny, ale jestem najbardziej za takim rozwiązaniem. Dlaczego? Ponieważ nie raz już widziałem matkę, która była bardziej zainteresowana rozmową ze znajomą niż tym co właśnie robi jej dziecko. Od taki przykład: przechodzę koło sklepu z pieczywem i widzę dziecko ok 2 - 2,5 roku kręcące się przy wyjściu. Chwilę później dziecko wychodzi na chodnik z którego już tylko kilka kroków na ulicę. Co robi matka? Oczywiście rozmawia w środku ze sprzedawczynią. w takiej sytuacji smycz wydaje się fajnym rozwiązaniem. Drugim przykładem może być spacer z dzieckiem oraz drugim, które jest w wózku, gdzie to pierwsze łatwiej jest w przypadku smyczy przypilnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety często widuję mamy rozmawiające np. przez telefon, które w ostatniej chwili łapią swoje dzieci na chwilę przed ich wbiegnięciem na ulicę.

      Usuń
  6. My właśnie mamy w planach zakup takiej szelko-smyczy dla naszego Kubusia, który jest nie do okiełznania na spacerku w nieco bardziej zatłoczonych miejscach, o galeriach handlowych nie wspomnę. Nie uważam tego za coś złego, a jedynie za pomoc w ogarnięciu malucha. Prowadząc wózek, Majeranka za rączkę, już nie ma kto biegać za naszym synkiem :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Galerie handlowe to dla mnie po prostu istny horror. Kuba nam wtedy najczęściej ucieka:(

      Usuń
  7. Ja wcale nie uważam ze to zły pomysł jest. Jeśli dziecko jest niesforne, up czemu nie mieć takiej pomocy. To tylko w nazwie tak dziwnie brzmi, smycz i pod razu kojarzy się nam z psem. Przecież nie zakładamy tego na szyję dziecka. A takie plecaczki a bardzo fajne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nazwa tego urządzenia jest sama w sobie fatalna-w UK również nazywa się ten "chwytak" smyczą - leash. Grunt, że się sprawdza i po Waszych komentarzach na 100% nabędę ją gdy tylko Artuś zacznie chodzić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój syn ma 5 lat i na szczęście nigdy takiej smyczy nie potrzebowałam. ;) Mimo, iż ruchliwy był swego czasu bardzo, ale jeśli komuś to ma pomóc to w sumie czemu nie. Ja pamiętam ze swojego dzieciństwa jak widziałam dziecko na takiej "smyczy" czy też raczej szelkach. Ale mojej mamie się to nie podobało. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję grzecznego dziecka:) Najważniejsze jest bezpieczeństwo naszych maluchów. Jednym wystarczy słowo mamy, inne niestety poskromi tylko taki "ogonek":) Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  10. Jakoś nie mogę przekonać się do tego wynalazku. Mam ruchliwą 2-latkę, ale radzimy sobie bez takich akcesoriów :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. tego typu plecaczki są bardzo fajne a smyczy wcale nie trzeba używać. Moja córcia tez ma taki, na spacery zawsze zabieramy ze smyczą schowaną do środka. W razie potrzeby zawsze można wyjąć. zdarzyło się że smyczkę miałam założoną na nadgarstku gdy próbowałam ją uczyć chodzić za rączkę a ona nie chciała (dawało mi to pewność że nie wyrwie mi się nagle na ulicę )

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *