Tydzień w mieście rodzinnym

11.4.14

Witajcie Kochani po prawie tygodniowej przerwie. Shame on me, ale mimo szczerych chęci nie przygotowałam sobie postów z wyprzedzeniem, chociaż podobno każdy aspirujący bloger powinien to robić, by czytelnicy o nim nie zapomnieli... 

Co u nas? W niedzielę spakowałam moich chłopaków, siebie i naszego psa Gumisia i wyemigrowaliśmy na ponad tydzień do mojej mamy do jednej z podłódzkich miejscowości. W Łodzi i okolicach na dobre zadomowiła się wiosna, więc stwierdziliśmy z Szanownym, że szkoda byłoby marnować dobrą pogodę na siedzenie w mieście, a i babcia będzie miała okazję spędzić więcej czasu z wnukami. A ci ostatnio dają mi tak do wiwatu, że po całym dniu wypełnionym ich krzykami i nawet pierwszymi bójkami (sic!), padam z nóg i zasypiam w tempie ekspresowym. Czasami szybciej niż oni :) 

A mój blog, poza kilkoma kosmetycznymi zmianami, leży i kwiczy. Kłii, kłii :) By naprawić swój błąd, postanowiłam stworzyć i używać mój własny kalendarz wydawniczy. O jego niebywałych zaletach przekonałam się dawno temu, gdy w mojej firmie zajmowałam się redagowaniem czasopisma wewnętrznego dla pracowników. Wtedy do zaplanowania tematów artykułów, które miały się znaleźć w danym numerze, używałam zwykłej tablicy korkowej. Za pomocą tasiemki podzieliłam ją na sekcje, w których umieszczałam spisane na karteczkach propozycje tematów. Tym razem myślę o użyciu papierowej wersji kalendarza lub czegoś zajmującego mniej miejsca niż tablica. Zobaczymy... Jakieś pomysły?

Uciekam zatem, bo mój Arturo już się obudził i daje znać, że koniec mojej półgodzinnej przerwy:) Kawa wypita, post napisany, czas wrócić do domowego kieratu ;) Pozdrawiam wiosennie i do kolejnego posta!

PS A tak z czystej ciekawości, czy planujecie swoje posty z wyprzedzeniem, czy raczej idziecie na żywioł?





Koniecznie przeczytaj

17 komentarze

  1. Ja zwykle mam przygotowanych kilka na czarną godzinę. Gdy mam więcej wolnego czasu przygotowuje sobie zapas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie na żywioł :) No chyba, że wpadnie mi coś do głowy fajnego, to notuję żeby nie zapomnieć i po jakimś czasie nadrabiam zaległości :) Dobry pomysł z tym kalendarzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję, że się sprawdzi:)

      Usuń
  3. Ja nawet próbowałam robić sobie jakieś plany, ale i tak nigdy mi nic z nich nie wyszło, więc piszę na żywioł... ale jeśli jesteś trochę bardziej zdyscyplinowana i zorganizowana niż ja, to myślę, że taki kalendarz jest świetnym pomysłem :) koniecznie daj znać, czy ci się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy znajdę kalendarz idealny ( a mam już kilka pomysłów), na pewno dam znać:)

      Usuń
  4. u mnie też lepiej sprawdza się "na żywioł" ;) mam kilka tematów "na później" ale te tematy nie zawsze pasuje do tego co na zdjęciach; dopiero jak popatrzę sobie na zdjęcia z sesji to przychodzi mi temat, jak do tej pory to działa :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie do tej pory szłam na żywioł, ale chyba czas zacząć planować z wyprzedzeniem, bo moje chłopaki ostatnio absorbują 99% mojego czasu, a zależy mi na blogu i nie chciałabym stracić moich czytelników. PS Bardzo podobają mi się Twoje sesje:)

      Usuń
  5. Uwielbiam wiosnę :) Ja zawsze idę na żywioł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją uwielbiam. Dziś przejeżdżając przez Łódź zostałam porażona przez żółć mniszków lekarskich porastających trawniki. Wiosna całą gębą:)

      Usuń
  6. No cóż, ja kiedyś także miałam wcześniej przygotowanych kilka tematów i zarysów postów. Teraz jest ciężko i jeszcze pewnie z pół roku zajmie mi to, bym wróciła do tego, co było przed narodzeniem drugiego dziecka:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest podobnie. Starszy syn od ponad miesiąca nie chodzi do przedszkola i moja wcześniejsza organizacja dnia legła w gruzach. Czasu dla siebie ostatnio praktycznie zero, stąd potrzeba planowania wielu spraw, w tym bloga, z wyprzedzeniem. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  7. bardzo chciałam mieć poukładany blog, ale na polu walki dowodzi rzeczywistość. U mnie to zawsze żywioł:) ale dzięki temu blog jest autentyczny:) czasami z wyprzedzeniem planuję, o jakich książkach napiszę:) Trzymam kciuki za organizację i sama życzę sobie podobnej:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety albo stety, rzeczywistość często weryfikuje nasze plany i oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję metody. Ja nie narzucam sobie twardych ram. Piszę, kiedy mam ochotę i przede wszystkim czas. W życiu zrobiłem sporo gazet i cieszę się, że na blogu nie gonią mnie żadne deadliny. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas pracuję nad przywróceniem organizacji i ładu w naszym domu i we własnych sprawach, bo ostatnimi czasy większość rzeczy robiłam na żywioł - różnym skutkiem. Ja uwielbiam deadliny, bo najbardziej mobilizują mnie do działania. Im krótszy termin wykonania, tym mniejsza szansa na bezsensowne odwlekanie:)

      Usuń
  10. kalendarz w telefonie który przypominam codziennie rano o planach na dzisiejszy dzień też może się sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *