Menu na "Roczek" naszego Arturka.

29.7.14

Jak Wam minął wtorek? Nam pracowicie. Po niedzielnej imprezie "roczkowej" mojego młodszego bąbla (wciąż nie mogę uwierzyć, że moje bobo nie jest już niemowlęciem), nasze mieszkanie wciąż przypominało wnętrze wielobarwnej kuli dyskotekowej, którą w końcu trzeba było sprzątnąć. Rzecz jasna, ku wielkiemu niezadowoleniu moich chłopców...

A propos samego przyjęcia. Od dłuższego czasu jestem zwolenniczką urządzania tzw. dinner parties, czyli obiadów proszonych. Moim zdaniem mają one same zalety. Po pierwsze, odbywają się o takiej porze dnia, kiedy nasze dzieciaki są najbardziej aktywne i najmniej marudne (czytaj: nie mają zbyt silnej potrzeby uwieszania się na szyi swojej szalejącej w kuchni matki). Po drugie, obiad proszony należy do rodzaju imprez stacjonarnych lub zasiadanych, dzięki czemu każdy z naszych ok. 20 gości ma swoje miejsce przy stole i  nikt się o nikogo nie obija w naszym dość jednak ciasnym mieszkaniu. A po trzecie, osobiście nie lubię przygotowywania wielu drobnych przystawek i zakąsek, ponieważ ich przyrządzenie zajmuje dużo czasu i tak naprawdę trudno się nimi najeść. Ja stawiam na konkretne, sycące i przede wszystkim ciekawe potrawy, które nieczęsto goszczą na stołach moich bliskich.

Zgodnie z zasadami savoir vivre, proszony obiad powinien składać się z potraw podawanych w ściśle określonej kolejności:
  • przystawki zimne 
  • przystawki ciepłe
  • zupy/kremy/buliony
  • dania główne (mięsne, rybne lub jarskie)
  • desery (ciasta/lody/kremy lub deska serów z krakersami)
  • owoce
  • kawa i herbata
Ja z braku czasu zrezygnowałam z zimnych i ciepłych przystawek i na dobry początek zaproponowałam współbiesiadnikom zupę-krem z pieczonej papryki i pomidorów, na którą przepis możecie znaleźć np. TU. Niektórzy mogliby powiedzieć, że w upalny letni dzień lepiej sprawdziłby się chłodnik np. litewski, jednak wielu członków naszej rodziny nie przepada za zimnymi zupami, zwłaszcza tyczy się to naszych milusińskich. 



Po krótkiej przerwie na stół wjechały potrawy wchodzące w skład dania głównego: 

- polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym - moje danie popisowe, które serwuję na specjalne okazje. Super szybkie i proste, jednak z powodu użytych kurek dość kosztowne. W wersji oszczędnej grzyby te mogą być zastąpione pieczarkami.
- schab faszerowany masłem tymiankowym w sosie pomidorowym - dzieło mojej teściowej. Przepis jak na razie super tajny ;)
- pikata z kurczaka panierowane w parmezanie i zapieczone z mozarellą, pomidorem i świeżą bazylią - na co dzień kotleciki te panieruję w zwykłej bułce tartej lub samej mące i po usmażeniu zapiekam z plastrem goudy lub ementalera, pomidorem i suszonym oregano. 

Jeśli chodzi o dodatki, to do mięs podałam świeże, rumiane od lipcowego słońca, sezonowe warzywa, od których aż uginają się łódzkie stragany:

- młode ziemniaczki z koperkiem - osobiście nie przepadam za ziemniakami. Nie lubię ich smaku i papkowatej konsystencji. Wyjątkiem są młode kartofelki, których skórka jest tak miękka, że nie trzeba ich obierać. Te mogłabym jeść przez okrągły rok w ilościach hurtowych.
- fasolkę szparagową z masłem - w wersji na bogato z zasmażaną na maśle bułką tartą.
- klasyczne francuskie ratatouille, czyli gulasz warzywny z bakłażanem, cukinią, papryką i pomidorem. Potrawę tę odkryłam  o dziwo w Szkocji, gdzie była serwowana w restauracji hotelu, w którym pracowałam.
- sałatkę coleslaw z białej kapusty, odrobiny cebuli i marchewki z dodatkiem słodkiego sosu jogurtowo-majonezowego.

Na deser był tort urodzinowy, który zakupiliśmy w cukierni, i lody z owocami. Co do tortu, to mimo szczerych chęci, nie zaryzykowałam jego samodzielnego przygotowania. Biszkopt raz mi wychodzi raz nie, a pierwsze urodziny mojego smyka nie były najlepszą okazją do kulinarnych eksperymentów. Najważniejsze, że główny zainteresowany jak i jego goście byli usatysfakcjonowani wyglądem i smakiem tegoż specjalnego wypieku:)



I tym to sposobem, urodzinowa biesiada przeciągnęła się do godzin wieczornych. Gdyby nie najmłodsi biesiadnicy, którzy zaczęli domagać się natychmiastowego odtransportowania do ich własnych łóżeczek, jak i perspektywa nieubłaganie zbliżającego się poniedziałku, przyjęcie trwałoby jeszcze dłużej. Na pocieszenie pozostało nam dojadanie resztek ze stołu i wspólne zmywanie naszej zastawy rodowej

A tak na koniec, jestem ciekawa co myślicie na następujący temat: kto pierwszy i w jaki sposób powinien podziękować komu za przyjęcie. Gospodarz gościom za przybycie i prezenty, czy też goście gospodarzowi za gościnę? 

Miłej środy,
Ania 





Koniecznie przeczytaj

9 komentarze

  1. 100 lat dla Arturka :)
    Duży chłopak z niego :)

    Jejku, właśnie uświadomiłam sobie, że za 3 miesiące roczek u Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy:) Sama nie mogę uwierzyć w to, jak szybko rosną nasze dzieci. Starszy syn w przyszłym roku idzie do szkoły, a dopiero co był słodkim bobasem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Menu apetyczne, szczegolnie polędwiczki w sosie kurkowym:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale rośnie przystojniak :-) Sto lat dla malucha!

    Bardzo fajne menu. Ja trochę żałowałam, że nie miałam po co robić urodzin (byliśmy wtedy jeszcze na Węgrzech i praktycznie nikt nie mógł przyjechać), więc zrobiłam tylko tort.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje dzieci jedzą wszystko i nie skaczę nad nimi z przepisowym menu i z tablicą zywieniową, ale tak naprawdę to połowy zaprezentowanemu przez Ciebie jedzenia nie dała bym rocznemu dziecku bo jest zakazane:)
    Ale unas niedługo 2 i 4 urodzinki wiec moze coś ściągnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisane przeze mnie dania zostały podane gościom mojego smyka. Co do samego menu, to mój roczniak jada wszystkie składniki powyższych dań poza kurkami, surową kapustą i majonezem. Kotleciki również tyle, że w wersji pieczonej lub gotowanej a nie smażonej.

      Usuń
  6. Witam, bardzo zaciekawiły mnie polędwiczki w sosie kurkowym, czy jest szansa na przepis? :)

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *