Rozwijaj się, mamo!

10.9.14


Zawsze lubiłam się uczyć. Nigdy nie robiłam tego dla ocen i splendoru unoszącego się wokół klasowych prymusów, ale dla siebie samej - z ciekawości świata i procesów w nim zachodzących i dla zaspokojenia wewnętrznej potrzeby ciągłego ulepszania swojego umysłu. 

Okres studiów minął mi w tempie ekspresowym. Być może dlatego, że pięć lat pobytu na uczelni było czasem wykorzystanym w 100% na naukę i pracę. I na życie studenckie, of koz. Każdy dzień był wypełniony nauką, czytaniem lektur na zajęcia z literatury amerykańskiej i angielskiej (pochłanianie dwóch książek na tydzień było normą, dziś dwie na miesiąc jest nie lada sukcesem;), pisaniem prac, bieganiem do biblioteki, udzielaniem korepetycji, wykonywaniem tłumaczeń i działaniem w kołach naukowych. Nie miałam czasu się nudzić i byłam mega szczęśliwa, że z każdym dniem moja wiedza jest coraz większa. 

Przed obroną.

Czekając na swoją kolej. Humor dopisuje:)

Po obronie. Juppii, zostałam magazynierem;)
Nigdy nie czułam się bardziej zagubiona niż po obronie pracy magisterskiej. Pierwszy dzień "wolności" był najgorszy. Dziwne było to, że nie muszę nigdzie biec, niczego kserować na zajęcia czy zakuwać do kolokwium. Byłam magistrem, co dla niektórych jest wystarczającym powodem do definitywnego zakończenia własnej edukacji. Ale nie dla mnie. Dość szybko znalazłam pracę, w której, ku mojemu zadowoleniu, miałam możliwość zdobywania nowych kwalifikacji oraz zastosowania w praktyce tych nabytych w czasie studiów. Byłam w naukowym niebie. Aż nadszedł czas, w którym moje własne potrzeby samodoskonalenia musiały zostać odsunięte na dalszy plan. Musiały, ponieważ tego ode mnie oczekiwano, a właściwie oczekiwało tego starsze pokolenie. Wręcz żądali ode mnie skupienia mej uwagi jednie na dziecku i domu. A ja miałam 27 lat i marzyłam o jednym wieczorze w tygodniu, który mogłabym spędzić na kursie językowym lub studiach podyplomowych. Niestety wtedy poddałam się presji otoczenia przywalona naporem negatywnych słów i krytyki co do moich planów zawodowych i rozwojowych. Na szczęście wypracowałam na własne potrzeby pewne sposoby, dzięki którym nie osiadłam na laurach i przez półtora roku pobytu w domu udało mi się wyszlifować znajomość języka hiszpańskiego do dość przyzwoitego poziomu jak również zagadnień dotyczących handlu międzynarodowego i negocjacji, którymi zajmuję się na co dzień w pracy.

Ostatnio sytuacja powtórzyła się. Już od ponad trzynastu miesięcy jestem mamą po raz drugi i za jakieś pół roku wrócę do pracy. Wrócę, bo chcę. Wrócę, bo nigdy nie będę mieć 32 lat i tak sprawnego umysłu jak teraz. Wrócę, bo wiem, że można być najlepszą matką na świecie i robić karierę zawodową. Wrócę, a co więcej, od października zacznę studia podyplomowe, bo chcę rozszerzyć swoje kwalifikacje i być profesjonalistką w każdym calu. I nie będę przejmować się krytyką innych osób, które będą psioczyć na moją ośmiogodzinną nieobecność w domu w co drugi weekend i próbować wywołać we mnie poczucie winy. 



Moim zdaniem szczęśliwa matka, to szczęśliwe dzieci. A matka dająca swoim dzieciom dobry przykład jest tym bardziej na wagę złota.  Dlatego...

Rozwijaj się, mamo!

Miłej środy,
Ania



Koniecznie przeczytaj

6 komentarze

  1. zgadzam się z Tobą w 100%. Jeśli mama chce się rozwijać to powinna to robić. Ale, jeśli woli spędzać większość czasu z dzieckiem, a pracę traktować dorywczo, to też ma do tego prawo :) Pozdrawiam :)
    P.S. jak widzę, obie jesteśmy z Łodzi, lub okolic :) I niemalże, w tym samym wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Madziu! Strasznie się cieszę, że w końcu trafiłam na jakąś Mamę z Łodzi:) :)Oczywiście szanuję decyzję mam, które chcą całkowicie poświęcić się dziecku i pracują dorywczo lub wcale. To ich własny wybór i to one same po latach ocenią czy był właściwy czy nie. Ja kocham moich chłopaków nad życie, ale z własnego doświadczenia wiem, że można pogodzić życie zawodowe z osobistym. Czasami bywa naprawdę trudno, ale grunt to dobra organizacja i aktywny udział tatów i dziadków (jeśli mamy to szczęście ich mieć w pobliżu) w życiu rodziny. Wtedy wilk jest syty i owca cała. Tak przynajmniej uważam. pozdrawiam i lecę do twojego bloga:)

      Usuń
  2. Życzę Ci ukończenia studiów .
    Ucz się i dokształcaj. Rodzina na pewno Ci pomoże w czasie nieobecności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Już nie mogę się doczekać :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Podziwiam i życzę Ci Aniu powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Małgosiu za miłe słowa:)

      Usuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *