Matczyne poczucie winy - zmora milionów kobiet na całym świecie.

21.10.14 16 Komentarze/y

Witajcie w przedostatni wtorek października! Zanim zagłębicie się w lekturze tegoż wpisu, proszę Was o przygotowanie kartki papieru i czegoś do pisania. OK. Czy jesteście już gotowe? To zaczynamy...


Poniżej znajdziecie kilkanaście stwierdzeń. Proszę, przepiszcie na swoją kartkę te, które odnoszą się do Was i z którymi się utożsamiacie.
  • mam poczucie winy, ponieważ mam ... lat i jeszcze nie mam dzieci
  • mam poczucie winy, ponieważ urodziłam później niż moje koleżanki
  • mam poczucie winy, ponieważ nie chcę mieć drugiego dziecka
  • mam poczucie winy, ponieważ urodziłam przez cesarskie cięcie, a nie naturalnie
  • mam poczucie winy, ponieważ w czasie porodu poprosiłam o znieczulenie
  • mam poczucie winy, ponieważ nie od razu pokochałam moje nowo narodzone dziecko
  • mam poczucie winy, ponieważ nie karmię piersią
  • mam poczucie winy, ponieważ za krótko karmiłam piersią
  • mam poczucie winy, ponieważ karmię dziecko jedzeniem ze słoiczków
  • mam poczucie winy, ponieważ gotuję dla dziecka domowe jedzenie z nie zawsze ekologicznych składników
  • mam poczucie winy, ponieważ chodzę do pracy zamiast opiekować się dzieckiem w domu
  • mam poczucie winy, ponieważ posłałam dziecko do żłobka
  • mam poczucie winy, ponieważ siedzę w domu zamiast zarabiać na wciąż rosnące potrzeby mego dziecka
  • mam poczucie winy, ponieważ czasami zostawiam dziecko po opieką taty/babci/niani, by spędzić trochę czasu z koleżankami na plotkach
  • mam poczucie winy, gdy wydaję pieniądze na własne potrzeby i zachcianki
  • mam poczucie winy, gdy za ciepło ubieram swoje dziecko - bo je przegrzewam
  • mam poczucie winy, ponieważ czasami za cienko ubieram swe dziecko - bo je przeziębiam
  • mam poczucie winy, ponieważ maluję paznokcie mojej córce - bo ją zatruwam
  • mam poczucie winy, ponieważ pozwalam dziecku spać z nami w naszym łóżku
  • mam poczucie winy, ponieważ czasami zamiast domowego obiadu podaję pizzę zamówioną w pobliskiej pizzerii lub zabieram rodzinę do restauracji serwującej fast food
  • mam poczucie winy, ponieważ pozwalam dziecku oglądać telewizję lub grać na komputerze po to, by w spokoju ugotować obiad lub zrobić pranie...
Jeśli na Waszych kartkach pojawiło się chociaż jedno z powyższych stwierdzeń, to oznacza, że jesteś cie jedną z setek tysięcy ofiar epidemii o zasięgu ogólnoświatowym zwanej "matczynym poczuciem winy".

Świat idzie do przodu. Nowe technologie, udogodnienia, nieograniczony dostęp do informacji powoduje, iż coraz szybciej żyjemy, coraz więcej wiemy i coraz więcej oczekujemy od życia, od ludzi, a przede wszystkim od siebie samych.

Media codziennie zasypują nas stertą informacji na temat aktualnych metod żywienia, wychowania i opieki nad dziećmi. Telewizja i internet, a właściwie ludzie za nimi stojący, nieustannie tworzą sztuczne osobowości "cyber-perfekcyjnych-robokobiet" i wmawiają odbiorcom swojego przekazu, że to właśnie te skrojone na miarę twory stanowią kanon i wzór do naśladowania. A my, kobiety z krwi i kości, dodatkowo uwrażliwione hormonem macierzyństwa, łapiemy się na wędkę marketingowców oraz osób już zainfekowanych wirusem "matki perfekcyjnej" i zaczynamy wierzyć w to, że jedynie prawdy i ideały przez nich głoszone są tymi, do których należy dążyć.

I tu nagle okazuje się, że w porównaniu z matką idealną wypadamy ... blado. Dlaczego?

- Ponieważ chociaż karmimy piersią, to czasami dajemy flachę, np. gdy młody po godzinnej sesji cyckania, wciąż drze się wniebogłosy. A przecież matka perfekcyjna mówi, że mamy dawać tylko cyc. Bo z cyca zawsze leci mleko, a jak nie leci, to znaczy, że jesteś dupy, a nie matki. Najwyraźniej za mało się staramy i za mało z siebie dajemy. I tak po którymś z kolei niepowodzeniu dopadają nas wyrzuty sumienia i summa summarum zaczynamy czuć się jak matki 3 kategorii...

- Bo mimo zaklinania macicy o naturalne wydalenie naszych potomków, te kurczowo trzymają je w sobie. I w końcu lądujemy na stole operacyjnym, gdzie lekarz wyciąga to tak wyczekiwane dziecię jak z piekarnika, a nam nawet włos się na głowie nie rusza. I znowu łapiemy doła, bo przecież matka perfekcyjna mówi, że najlepsze, co możemy zrobić dla dzieci, to urodzić je naturalnie, najlepiej bez znieczulenia. Zachciało nam się znieczulenia? Dupy z nas, a nie matki, bo poród ma boleć, a my powinnyśmy nad tym bólem zapanować. Nie potrafimy? To znaczy, że nie poradzimy sobie z innymi wyzwaniami rzucanymi przez macierzyństwo. Chcąc nie chcąc, same zaczynamy w to wierzyć...

- Gdyż po pół roku siedzenia z dzieckiem w domu i wydeptaniu dwóch głębokich ścieżek na trasie dom-park i dom-biedra, w końcu decydujemy się wyskoczyć z rozciągniętego dresu i trampek i udać się na shopping w poszukiwaniu jakiegoś bardziej kobiecego odzienia. I znów zaczynamy wątpić w sens swego działania, bo przecież matka perfekcyjna nie wydaje pieniędzy na siebie, tylko na kolejne modne ciuszki i rozwijające zabawki dla swoich dzieci. Nawiasem mówiąc, po co nam sukienki, skoro i tak nie mamy okazji, by je założyć? Po co fryzjer skoro i tak głównie siedzimy w domu, w parku nikt nas nie zna, a z odrostem na pół głowy mamy szansę zostać skasowane bez kolejki lub dostać jakiś rabat w biedrze?

I tak dalej, i tak dalej... 

Dobrą wiadomością jest to, że z matczynym poczuciem winy można, a nawet trzeba walczyć. Jak?

Zapanuj nad swoim perfekcjonizmem i wymaż słowo "muszę i powinnam" ze swojego słownika.

Wcale nie musisz być mamą na szóstkę, wystarczy, że będziesz mamą na piątkę lub czwórkę z plusem. Nie musisz mieć nienagannego porządku w domu, zawsze ugotowanego obiadu i dzieci ubranych jak z żurnala. Dla nich najważniejszy jest Twój dobry nastrój, uśmiech na twarzy, poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanymi. 

Przekuj porażki w sukcesy.

Jeśli karmiłaś piersią tylko przez miesiąc, a później podałaś dziecku butelkę, nie oznacza, że jesteś złą matką. Najważniejsze jest to, że próbowałaś i zrobiłaś wszystko, by odnieść sukces. Porażka może być bolesna, ale staraj się znaleźć w niej coś pozytywnego: być może Twoje dziecko nie dostało od Ciebie aż tylu przeciwciał odpornościowych co niemowlę karmione piersią przez 6 miesięcy, ale przynajmniej nie płakało z głodu, spokojnie przespało całą noc lub przybrało na wadze odpowiednią ilość gramów (co np. w przypadku wcześniaków jest bardzo ważne).

Trzymaj się z daleka od matek - krytyków.

Matki, które uważają się za guru w dziedzinie macierzyństwa, nie wiedząc dlaczego, szczerze i otwarcie krytykują inne mamy, czym w jednej chwili burzą to tak z trudem budowane w nich poczucie własnej wartości i pozytywną matczyną samoocenę. Matki - krytycy zawsze wiedzą wszystko lepiej, znają odpowiedź na każde pytanie i będą zasypywać Cię masą dobrych rad, chociaż wcale o nie nie prosisz ani ich nie potrzebujesz. Jeśli nie chcesz paść ich ofiarą, po prostu unikaj ich towarzystwa, nie czytuj ich blogów lub podziękuj za wskazówki i twardo obstawaj przy swoim zdaniu. Po prostu bądź asertywna.

Poszukaj wsparcia u osób, które uważasz za autorytet.

Porozmawiaj z nimi o swoich obawach i odczuciach i poproś o realną ocenę Twojej sytuacji i Twojego macierzyństwa. Spróbujcie wspólnie znaleźć pozytywne strony np. tego, że pracujesz zawodowo lub zezwalasz dziecku na korzystanie z komputera lub telefonu.

Dokładnie przyjrzyj się sobie jako matce. A może jednak mogłabyś coś zmienić?

Czasami nasza podświadomość podpowiada nam rzeczy, których jeszcze o sobie nie wiemy. Jeśli masz poczucie winy, że Twoje dziecko za często jada fast food, to może jednak warto wygospodarować odrobinę czasu, poszukać przepisów na szybkie, jednogarnkowe dania i częściej serwować domowe posiłki? Jeśli czujesz się winna, że za dużo pracujesz, a za mało czasu spędzasz z dzieckiem, to może nadszedł czas poważnie pomyśleć o pracy na 3/4 lub pół etatu lub w ogóle o zmianie zatrudnienia na bardziej elastyczne?

I na koniec, uwierzcie w siebie, uśmiechnijcie się do swojego lustrzanego odbicia i powiedzcie głośno "Jestem świetną mamą". A teraz chwyćcie kartkę papieru ze swoimi zapiskami, podrzyjcie ją na jak najmniejsze kawałki i wyrzućcie do kosza. Tam teraz znajduje się Wasze poczucie winy...


No dobrze Kochane, teraz czas na Was. Przyznajcie się szczerze, czy i Was od czasu do czasu dopada matczyne poczucie winy? Jeśli tak, to z jakiego powodu i jak z nim walczycie?

Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

16 komentarzy:

  1. Mnie dopada poczucie winy kiedy Hania łapie przeziębienie- zapewne za cienko ją ubrałam, kiedy szliśmy na spacer.
    Albo (tak jak ostatnio) Hania już chodzi i wczoraj się przewróciła, źle przeanalizowała odległość i upadając zahaczyła o nogę od stołu. Babcia nie zdążyła złapać Hani, a ja miałam wyrzuty, że mogłam ją zabrać ze sobą, albo mogłam wstawić pranie, kiedy by na przykład spała... Miała mega guza, dziś jest już siniak,ale wczoraj to płakałam razem z nią ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milenko, nawet nie wiesz ile razy moi chłopcy walnęli głową o różne kanty, a ja później byłam na siebie wściekła, że tego nie przewidziałam...

      Usuń
    2. Ja wiem, że nie uchronię dziecka przed każdym upadkiem, ale poczucie winy było silniejsze i każde spojrzenie na tego siniaka mówiło do mnie : jak mogłaś nie przypilnować dziecka, mogłaś wziąć ją ze sobą ...

      Usuń
  2. Problem rewelacyjnie ujęty przez Ciebie... Brawo! Nie jedna z nas mogłaby popaść w depresję przez takie zamartwianie. Dałaś masę dobrych rad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie dopada poczucie winy kiedy wspomnę, że nie od razu pokochałam swoją pierwszą córkę. I teraz gdy mam wrażenie, że poświęcam jej zbyt mało czasu. Ale kiedy dopada mnie takie odczucie staram się iść gdzieś z nią na spacer sam na sam. Jednak ostatnio jest tego zdecydowanie mniej, bo mąż pracuje po 14 godz dziennie:( a babci nie ma w pobliżu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ta miłość do dzieci... Temat rzeka, o którym rzadko mówimy głośno. Przy pierwszym dziecku nie miałam z nią problemów, przy drugim, najpierw było poczucie winy, że przeze mnie urodziło się przedwcześnie i strach przed jego utratą, a później dopiero taka mega spokojna matczyna miłość. Trzymaj się i nie obwiniaj, bo jak widzisz, nie jesteś sama :)

      Usuń
  4. Kurcze, ja nie mam dzieci ale czytając ten post analizowałam moje dzieciństwo - ile razy latałam z siniakami, spadłam z czegoś, przeziębiłam się, raz jak dziecko miałam nawet szytą głowę. Mama zabierała mnie do fryzjera albo na siłownie, gdzie zajmowała się sobą, a ja bawiłam się w kącie. Kiedy nie chciało jej się gotować chodziłyśmy do baru mlecznego na kopytka. Było fantastycznie, z mamą do dzisiaj mam przyjacielski, wiszący na słuchawce godzinami kontakt i nigdy nie pomyślałabym że była "nie najlepszą matką bo cośtam". Chyba nie ma co dla siebie być takim surowym, te "małe wpadki" też tworzą dziecku wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że przedstawiłaś drugą stronę medalu - punkt widzenia dziecka. Myślę, że wiele mam mogłoby przestać się zadręczać, gdyby tylko otrzymało takie informacje zwrotne od swoich dzieci. Niestety niemowlaki nijak nie chcą mówić, stąd najwięcej wyrzutów sumienia miewają młode, świeżo upieczone mamy. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Miewam takie chwile, że poczucie winy wręcz zjada mnie od środka. Czasem nawet z błahych powodów. Wiem, że to nic dobrego i nie wnosi nic wartościowego. Dlatego staram się choć raz dziennie powiedzieć sobie: Spójrz jakie Twoje dziecko jest szczęśliwe, jak się cieszy i uśmiecha na Twój widok, gdy się z nim bawisz albo bez żadnego powodu. Ono Cię kocha. Jesteś dla niego najlepszą mamą na świecie.
    By nie zatracić się i pamiętać też o sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Ja też codziennie powtarzam sobie, że jestem super mamą i w końcu w to wierzę. Kiedyś niestety było inaczej, ponieważ osoby z mojego otoczenia (matki-krytycy) co chwila podważały moje decyzje i kwestionowały sposób opieki nad synem. Dziś jestem 100 razy mądrzejsza i odporniejsza na te wycieczki słowne w moim kierunku i wierz mi, w końcu czuję się pewnie jako mama. Pozdrawiam i życzę siły i wytrwałości!

      Usuń
  6. kiedyś miałam podobnie, ale minęło; mam wspaniałe dzieci, które są bardzo szczęśliwe :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję udanych pociech i ich mądrej mamy:)

      Usuń
  7. Chyba każda z nas po urodzeniu dziecka musiała trochę "wyluzować". Nie da się jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka :-). Stare to, a jakie życiowe, pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam z powodu braku czasu - pracujemy z mężem. A córci staramy się wynagrodzić w weekend :) Chodzimy do Teatru Małego Widza, na spacery, a co najważniejsze - wyłączamy telefony na caaały weekend :)

    OdpowiedzUsuń