Happy end!

23.11.14


Witajcie Kochani! Życie znów wymogło na mnie chwilowy odwyk od bloga, ale wracam z odświeżonym i poukładanym umysłem i gotowym planem działania na najbliższe miesiące. A będzie się u mnie działo. Wracam do pracy. Dwa miesiące wcześniej niż planowałam, ale w sumie nie żałuję podjętej decyzji.


Na jej podjęcie dostałam dwa tygodnie, w których czasie musiałam przede wszystkim skupić się na zapewnieniu opieki nad moim chorowitkiem Arturem. Z taką kiepską odpornością maluch absolutnie nie nadaje się do żłobka. Nawet teraz, będąc ze mną w domu, co chwila odchorowuje każdą, nawet najmniejszą infekcję starszego brata. A ten, co chwila jak nie zapada na zapalenie oskrzeli, to znów na katar, który summa summarum kończy się kaszlem i zapaleniem oskrzeli... I tak w kółko... 

I co z tego, że trzymam dziecko w domu, by nie rozsiewało zarazków, gdy w szatni na własne oczy widzę i słyszę smarkające i kaszlące jak gruźlicy dzieciaki mam, które twierdzą, że katar i kaszel to nie choroba. G***o prawda! Zdrowy człowiek nie kaszle i nie pociąga nochalem! Kiedy ta najprostsza prawda trafi do głów matek, których dzieci wykańczają układ immunologiczny mojego syna? Nasz lekarz co rusz przepisuje nam nowe specyfiki na uodpornienie, a one niestety pomagają jak umarłemu kadzidło. To samo czosnki, trany czy inne maliny. Moje dziecko wraca do przedszkola zdrowe, a tu na dzień dobry w szatni zostaje obrzucone zarazami słaniającego się na nogach kolegi z grupy. Kolegi, który jest "zdrowy", bo przecież jego rodzice jak mantrę powtarzają, że "katar i kaszel" to nie choroby. Może i nie choroby, ale ich objawy. Got it?

No dobrze, dałam upust mojej frustracji, więc teraz mogę przejść do meritum. Pamiętacie historię mojej przyjaciółki Oli, która musiała stawić czoła swojemu byłemu, który na domiar złego został też jej szefem? Jestem ciekawa, czy spodziewalibyście się takiego zakończenia. Bo zakończenie jest szczęśliwe! Okazało się, że mąż Oli dostał propozycję pracy w zagranicznej filii swojej firmy i cała rodzinka przenosi się po Nowym Roku do Niemiec :) Ola już złożyła wymówienie, a pracodawca wyraził zgodę na skrócenie czasu wypowiedzenia. Z tego miejsca dziękuję za wszystkie Wasze rady. Na bieżąco przekazywałam je koleżance, która, gdyby nie ta niespodziewana przeprowadzka do Niemiec, miała rzecz jasna zwolnić się z pracy, gdyż jej ex coraz śmielej sobie poczynał...

Ok, to byłoby na tyle. Po weekendzie wrócę do Was z projektem DIY, o którym wspominałam na moich profilach na Facebooku i Instagramie, do których obserwacji serdecznie zapraszam.

Miłej niedzieli,
Ania

Źródło zdjęcia: http://www.pistacchi-design.com/

Koniecznie przeczytaj

8 komentarze

  1. Wow. Wygląda na to, że Twój powrót do pracy może przynieść wiele korzyści. Będę trzymać kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tez bym chciala wrócić do pracy.. no ale musze poczekać jeszcze. A co do synka... jesli ma tak słaba odporność moze warto byloby porozmawiac z pediatra o skierowaniu do sanatorium? Mojemu siostrzencowi naprawdę pomoglo. Nawet zmniejszyły się objawy astmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam i w przyszłym roku zamierzam wystąpić o skierowanie dla obu moich chłopców. Dziękuję za radę :)

      Usuń
  3. W kwestii puszczania chorych dzieci do przedszkola/szkoły to tak jak dorośli, którzy z infekcją chodzą do pracy. Niestety też mam słabą odporność i spotkanie z zarazkami kończy się u mnie infekcją. Szkoda, że ludzie są tak bardzo samolubni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest temat rzeka i o dziwo nikt głośno nie mówi ani nie zastanawia się jak poważne są konsekwencje chodzenia z niewyleczoną grypą czy przeziębieniem. Ja np. miewam bóle reumatyczne od niewyleczonych w dzieciństwie angin. A przecież ból gardła to też nie jest choroba :D

      Usuń
  4. Ja niestety nie mam gdzie wracać. Jednak zaczynam się rozglądać za pracą na początku roku. Do września muszę mieć pracę a Oli i dzie do przedszkola.
    Oby projekt udał się jak najlepiej.
    Co do koleżanki, to dobrze, źe tak się to zakończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Ciebie kciuki. Za siebie też. Co do samej pracy, to jest to moja pierwsza praca po studiach i w tym roku w grudniu stuknie mi 8 rocznica zatrudnienia. Cały czas biję się z myślami, czy nie nadszedł czas na zmiany... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *