Blogowe podsumowanie 2014 roku vol. 1.


Witajcie! Jako pierwszy outsider półświatka blogowego, nie będę Was zanudzać moimi wysoce zaniżonymi statystykami, liczbą Unikalnie Udręczonych, czy tym podobnymi ciekawostkami z kraju i ze świata, a skupię się na moich przemyśleniach, obserwacjach, refleksjach i enuncjacjach (cokolwiek to słowo znaczy;) na temat szeroko pojętej blogosfery parentingowej w 2014 roku. 

I chociaż mogę oberwać po głowie lub po liczbie polubień na FB, to tym razem mam wielką chęć dać Wam, moim blogowym współbratymcom, informację zwrotną na temat Waszych śmiałych poczynań w tymże już kończącym się 2014 roku. Dziś część I: "Ciemne strony blogosfery". 

Bloguję od ponad 12 miesięcy. Idzie mi to raz lepiej, raz gorzej. Raz statystyki rosną, raz spadają, ale najbardziej cieszy mnie to, że mój blog wciąż istnieje. Może dlatego, że daleko jest mi od...


MORALIZATORSTWA



uprawianego przez szerokie grono blogujących rodziców. W minionym roku, światło dzienne ujrzało przynajmniej kilkaset tekstów, po których, ja, jako podwójna matka z ponad 5-letnim stażem, poczułam się jak przysłowiowy "piece of shit". Malowanie paznokci dzieciom, chodzenie do przedszkola z gilem lub bez, karmienie flaszką lub piersią - wszystkie te i tym podobne moralitety pisane przez osoby, które w żaden sposób nie mogą być uznane za autorytet, a tym bardziej wyrocznię w sprawach wychowywania dzieci, odbiły się głębokim echem w blogosferze i wielką czkawką u mnie. Niektóre nawet wywołały trzecią i kolejną...


MOMMY WAR




toczoną pomiędzy mamuśkami, które opowiedziały się po tej czy przeciwnej stronie barykady. Ileż to kisielu zostałoby przelanego, gdyby dane było zwolenniczkom Motylowej stanąć twarzą w twarz do walki z fankami Goździkowej. I te wszystkie nienawistne komentarze, w których adwokaci jednej strony otwarcie zwalczali argumenty drugiej. Nigdy bym nawet nie przypuszczała, że między kobietami, które powinny się wspierać i nawzajem odbijać od dna, może dochodzić do takich antagonizmów. Chociaż w sumie, gdyby dokładnie poznać motywację każdej osoby, która uwikłała się w dany blogo-konflikt, to jestem pewna, że wiele z nich jest po prostu...


FAŁSZYWYMI SPRZYMIERZEŃCAMI




nastawionymi na wypromowanie się na grzbiecie lepiej radzącego sobie w blogowym półświatku, nazwijmy go "lidera". Ja wstawię się za nim, on może skomentuje, może podlinkuje i szafa gra. Mój pagerank wzrasta, a za nim liczba unikalnie udręczonych, może zauważy mnie jakaś PR agencja, która za napisanie epopei w 12 księgach jest gotowa odwdzięczyć się śliniaczkiem za 4 zł. I właśnie... 


PODEJŚCIE AGENCJI PR ORAZ TYM PODOBNYCH FIRM 



do blogerów mniej popularnych i niszowych rozłożyło mnie w tym roku na łopatki. Oni wykonują swoją pracę - szukają sposobów na promocję i sprzedaż produktów. My, blogerzy, często zarywamy noce, albo przynajmniej oddajemy nasz cenny, tak limitowany, wolny czas, by spełnić ich oczekiwania. Wynik: 1:0. Agencja zarabia na nas pieniądze, my dostajemy za 8h dzień pracy nad postem śliniak wart 4 zł. Tak, pracy! Blogowanie to PRACA, za którą jak już pewnie wiecie, niektórzy (chwała im za szczerość), dostają pieniądze. Więc jeśli oni mają płacone, to dlaczego my, mamy wykonywać identyczne zadania for free? Wciąż nie mogę tego zrozumieć, stąd na moim blogu praktycznie nie pojawiają się artykuły sponsorowane. Są za to inne, rozmaite, jedne lepsze, jedne gorsze, niektóre dłuższe, niektóre krótsze, ale nigdy nie są to ...


TEKSTY PISANE TYLKO I WYŁĄCZNIE NA JEDEN TEMAT 



Przyznaje się bez bicia, że bywam monotematyczna, ale tylko i wyłącznie w kwestii pogody. Nigdy moich dzieci. Moi chłopcy pojawiają się na blogu od czasu do czasu. W końcu są częścią mojego życia, która co rusz przypomina mi o swoim istnieniu przeciągłym "maaa-maaa". Gdy na innych blogach dziecio-kontent przekracza mój limit 50%, najczęściej biorę nogi za pas. Postępuję podobnie, gdy widzę zdjęcia dzieci śpiących lub półnagich, a w tym roku blogujące mamy niemal zakorkowały Internet takimi fotkami. Peace! Twój wybór, Matko. Już chyba wolę, gdy czytam Twój tekst i dostaję po oczach tymi wszystkimi "nie", co to niepostrzeżenie, oderwały się od rzeczowników lub przymiotników, a powinny trwać przy nich złączone w ortograficznym uścisku.


PODSUMOWUJĄC

Na koniec "popełnionego przeze mnie tekstu" (skąd w ogóle ta moda na "popełnianie tekstu"?), poproszę o kilka "Żebrolajków" i słowo komentarza w miejscu do tego przeznaczonym. Będzie mi miło jeśli podzielicie się Waszymi enuncjacjami na poruszony przeze mnie temat. Poza tym, nie mam włączonej weryfikacji obrazkowej, więc nic nie stoi Wam na przeszkodzie ;)

Miłego wieczoru,

Ania

PS Jasne strony blogosfery już wkrótce w Części II podsumowania!

Źródła zdjęć: Internet

Sprawdź, ile mówi o Tobie Twój Instagram.



Witajcie Kochani! Czy już zdaliście sobie sprawę z tego, że dokładnie za tydzień Wigilia? Mam nadzieję, że w przeciwieństwie do mojego, Wasze domostwa już lśnią czystością, zapakowane prezenty czekają już na Świętego, a karp? No cóż, karp... No dobra, wiemy, co go czeka, więc powiedzmy, że obecnie przeżywa swe najlepsze w życiu chwile... To znaczy, chwyta dzień... Jeden ze swoich ostatnich dni... Hmm, jakby o tym nie napisać, karp ma w ogóle i w szczególe "przerąbane" w tym tak radosnym dla nas czasie :)

Pora przejść do sedna sprawy. Większość z nas publikuje różne zdjęcia na Instagramie. Ja jestem uzależniona od tej aplikacji i nawet kilka razy dziennie przeglądam fotki, które zamieściły osoby przeze mnie obserwowane. Ten tak popularny portal ma jednak swoją wielką wadę. Wadę, przez którą narażamy siebie i swoje dzieci, w najlepszym wypadku, na utratę anonimowości, a w najgorszym na bezpośrednie niebezpieczeństwo. 

A to wszystko przez "geotagi". Czym jest "geotag"? Cytuję za Instagramem:

Geotag to pojęcie techniczne, które odnosi się do zapisu szerokości i długości geograficznej aktualnej lokalizacji razem ze zdjęciem. Dane te są zapisywane przez moduł GPS w Twoim telefonie lub tablecie i mogą być wykorzystywane przez serwis Instagram, jeżeli na to pozwolisz.

Tłumacząc z polskiego na nasze, jeśli przesyłając zdjęcie do Instagrama macie włączony w swoim telefonie GPS oraz zaznaczycie opcję "Dodaj do fotomapy", aplikacja dołączy do Waszej fotki informację (geotag) o szerokości i długości geograficznej miejsca, w którym aktualnie się znajdujecie. 

NIE ZWLEKACIE ANI CHWILI I SPRAWDŹCIE, JAKIE INFORMACJE UDOSTĘPNIACIE INNYM UŻYTKOWNIKOM INSTAGRAMA!

Oto instrukcja:

1. Weźcie do rąk swoje telefony i odpalcie Instagram.

2. Przejdźcie do swojego profilu.

3. Kliknijcie symbol "pinezki" znajdujący się w pasku narzędzi pod profilem.

4. Przejrzyjcie swoją fotomapę. Przybliżcie ją na tyle, by sprawdzić konkretne adresy.

5. Większość zdjęć dodajemy w zaciszu własnego domu. Jeśli robimy to z włączoną opcją geotagowania (lokalizacji), wszyscy użytkownicy mogą bez problemu namierzyć nasze prywatne adresy! Nie chcę Was straszyć, ale świat jest pełen szaleńców, stalkerów i tym podobnych typów, więc lepiej nie ryzykujcie i wyrzućcie z Insta fotki, które wskazują miejsca, w których najczęściej i najłatwiej można spotkać Was lub Wasze rodziny.

6. Publikując nowe zdjęcia upewnijcie się, że robicie to przy nieaktywnej funkcji GPS (sprawdźcie w ustawieniach swojego telefonu), a opcja "dodaj do fotomapy" jest wyłączona (szara).

7. Ostrzeżcie innych użytkowników, bo być może nie zdają sobie sprawy jak poufne informacje są przez nich udostępniane. 

Miłej środy,
A

Pierwsze łódzkie spotkanie blogujących mam w Porcie Łódź.

Bez owijania bawełnę i przydługich wstępów od razu muszę się Wam do czegoś przyznać. Stało się! Złamałam obietnicę, którą złożyłam sobie ponad rok temu. Do kosza poszło przyrzeczenie, że Matka Pracująca w blogosferze będzie obecna jedynie duchem. I chociaż przez 12 miesięcy stroniłam od różnych blogo-zlotów, tym razem pokusa była zbyt wielka. A to wszystko przez zaproszenie otrzymane od Portu Łódź, który zorganizował pierwsze łódzkie spotkanie blogujących Mam.

Niestety mój Arturo znów złapał jakiegoś wirusa, więc nie dane mu było poznać tych wszystkich super-dzieciaczków, które przybyły w towarzystwie swych blogujących Mam, i którymi na czas naszego spotkania świetnie opiekowały się panie animatorki. 



Gdy na tablicach i kartkach papieru powstawały kolejne dzieła maluchów, my, Mamy, delektowałyśmy się pyszną kawą i ciastkami (czyli tym, co takie tygryski jak ja lubią najbardziej) i z atencją przysłuchiwałyśmy się wykładowi na temat udzielania pierwszej pomocy niemowlętom i małym dzieciom.



 

W przerwach na kawę miałam okazję bliżej poznać, wymienić się blogo-doświadczeniami i najzwyczajniej poplotkować z pozostałymi uczestniczkami spotkania, które są cudownymi i bardzo otwartymi osobami. Nawet nie przypuszczałam, że z Łodzi wywodzi się tyle znanych w całej Polsce blogerek, oraz że tak naprawdę nasze miasto trzyma władzę, jeśli chodzi o parenting :) W końcu kto nie zna Oli z bloga "Radomskie Macierzyństwo" czy Wioli tworzącej bloga "Mama Bloguje"?






Kolejnym punktem programu była przechadzka po Porcie Łódź, w którym bywam przynajmniej raz na dwa tygodnie z uwagi na najłatwiejszy dojazd, największą ilość udogodnień dla rodzin z dziećmi (m.in. dobrze wyposażone pokoje, w których można przewinąć i nakarmić nasze bobasy) i rzecz jasna z powodu mojego uwielbienia dla ikeowskich pulpetów:) W czasie wycieczki jako jedne z nielicznych osób mogłyśmy poznać zakamarki Portu Junior, czyli świetnie wyposażonej sali zabaw dla dzieci, w której rodzice mogą pozostawić swoją pociechę pod pieczą profesjonalnych opiekunów i ze spokojem ducha udać się na zakupy. Przy następnej wizycie w Porcie pokażę to miejsce mojemu Kubie, gdyż w końcu uwierzyłam w to, że dzieci przebywające w tego typu salach zabaw są w 100% bezpieczne.




Po zakończeniu obchodu miałyśmy trochę czasu by porozmawiać, obejrzeć podarki przygotowane przez Organizatorów spotkania oraz poczynić kilka blogerskich planów na przyszłość.


Mam nadzieję, że wszystkie nasze pomysły zostaną zrealizowane i wkrótce spotkamy się w podobnym, a może jeszcze szerszym gronie, gdyż wiele łódzkich blogujących Mam niestety nie mogło być obecnych ze względu na obowiązki zawodowe.

Miłego poniedziałku,
A

Pobierz i wydrukuj: Rodzinny Śpiewnik Bożonarodzeniowy do Wspólnego Kolędowania

DIY
rodzinny śpiewnik bożonarodzeniowy do wspólnego kolędowania, śpiewnik, kolędy, najpopularniejsze polskie kolędy, rodzinne kolędowanie, boże narodzenie, matka pracująca, matkapracujaca.pl, DIY, pobierz i wydrukuj

Jedną z tradycji wigilijnych, które połączyły rodziny mojego męża i moją, było wspólne, donośne i bardzo wesołe kolędowanie. Gdy brzuchy wszystkich gości są już stosownie napełnione, prezenty rozdane i rozpakowane, a nasz pies Gumiś nie ma nam już nic więcej do powiedzenia, głos jako pierwsza zabiera moja ciocia Jadwiga, która swym donośnym sopranem intonuje pierwsze dźwięki naszej ulubionej kolędy "Bóg się rodzi". 

Wtedy całe towarzystwo podrywa się na równe nogi i nie zważając na dość późną porę i z lekka przymykające się po sutej wieczerzy oko, jak jeden mąż wyśpiewują kolejne słowa tej pięknej bożonarodzeniowej pieśni. I chociaż nikt z nas, może oprócz mojej teściowej, nie grzeszy głosem na miarę Pavarottiego, to tego jedynego dnia nikt nie przejmuje się tym, że ani razu nie wstrzelił się w odpowiednią tonację czy rytm. Liczy się to, że jesteśmy razem, są Święta i przepełnia nas radość i szczęście.

Jeśli w Waszych domach kolędowanie wciąż nie wpisało się w poczet rodzinnych tradycji i zwyczajów, to w tym roku spróbujcie to zmienić. By ułatwić Wam to zadanie przygotowałam "Rodzinny Śpiewnik Bożonarodzeniowy do Wspólnego Kolędowania" zawierający 12 najpopularniejszych polskich kolęd:

1. Bóg się rodzi
2. Cicha noc
3. Do szopy, hej pasterze
4. Dzisiaj w Betlejem
5. Gdy się Chrystus rodzi
6. Gdy śliczna Panna
7. Jezus malusieńki
8. Lulajże, Jezuniu
9. Pójdźmy wszyscy do stajenki
10. Przybieżeli do Betlejem
11. W żłobie leży
12. Wśród nocnej ciszy

Link do pliku znajdziecie poniżej. Po pobraniu na dysk komputera, wystarczy go wydrukować na najzwyklejszej drukarce i rozdać domownikom. Jestem pewna, że zmotywuje do śpiewu tych, którzy do tej pory wykręcali się nieznajomością tekstu polskich kolęd, jak również będzie świetnym materiałem do nauki czytania i poszerzania wiedzy o Bożym Narodzeniu dla dzieci.

Śpiewnik przygotowałam w wersji "ekonomicznej", czyli czarno-białej. W zależności od posiadanej drukarki, dodatkowo zaznaczcie opcję wydruku w skali szarości, by Wasze urządzenie na próżno nie zużywało kolorowych tuszy do niekolorowego wydruku.

Oto link do pliku:  POBIERZ ŚPIEWNIK 

W ustawieniach drukarki wybieramy opcję druku dwustronnego i postępujemy zgodnie z komunikatami wysyłanymi przez drukarkę.

Teraz już tylko wystarczy złożyć kartki na pół i ewentualnie złączyć je razem za pomocą długiego zszywacza i gotowe.

Miłego kolędowania!

ŚWIĄTECZNY KONKURS URODZINOWY - ZAMKNIĘTY!

Witam i od razu przechodzę do rzeczy. Z okazji pierwszych urodzin bloga, Matka Pracująca zorganizowała Świąteczny Konkurs Urodzinowy.


DO WYGRANIA SĄ:
  • 3 kalendarze "Rok Dobrych Myśli" na rok 2015 autorstwa Beaty Pawlikowskiej. 
"Kalendarz na każdy dzień roku.

365 dni.

365 dobrych myśli.

365 powodów, żeby być szczęśliwym człowiekiem.

Bo każdy dzień może być pierwszym dniem twojego nowego życia.
Nowe teksty, nowe rysunki, dodatkowe strony na notatki, codziennie imiona na imieniny, niezwykłe święta i festiwale oraz kilka zdrowych przepisów kulinarnych z mojej kuchni!"
  • 3 nagrody niespodzianki.


A OTO SUPER PROSTE ZASADY KONKURSU
  1. Polub profil "Matki Pracującej" na Facebooku (KLIK).
  2. Udostępnij informację o konkursie na swoim profilu na Facebooku.
  3. W komentarzu pod tym postem opisz w ciekawy sposób bez czego nie wyobrażasz sobie Świąt Bożego Narodzenia.
  4. W tym samym komentarzu podaj swoje imię i pierwszą literę nazwiska lub nazwę profilu, z którego polubiłeś fanpage "Matki Pracującej".



REGULAMIN

  1. Jedna osoba może wysłać tylko jedno zgłoszenie.
  2. Konkurs trwa od 05.12.2014 do godziny 23:59 dnia 19.12.2014.
  3. Jury (czyli ja i moi chłopcy), wybierze 3 najciekawsze odpowiedzi, których autorzy otrzymają po 1 szt. kalendarza.
  4. Wśród pozostałych uczestników zostaną rozlosowane 3 nagrody niespodzianki.
  5. Lista zwycięzców zostanie opublikowana w ciągu 3 dni od daty zakończenia konkursu na blogu oraz jego fanpage'u.
  6. Każdy zwycięzca zostanie dodatkowo poinformowany o wygranej drogą mailową.
  7. Jeżeli do 2 dni nie otrzymam wiadomości zwrotnej z podaniem adresu, na który ma zostać wysłana nagroda, zostanie wyłoniony kolejny zwycięzca.
  8. Konkurs nie podlega Ustawie z dn. 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. 1992 nr 68 poz. 341).

WYNIKI!!

Jury miało bardzo trudny wybór i najchętniej przyznałoby nagrody wszystkim uczestnikom. Niestety musieliśmy wybrać najlepszych. 

Oto lista osób, do których trafią Kalendarze:

1. Iza Isa-bel (Szczypta o Mnie)

2. Anna Łysakowska
3. Moni Que (Crochetkowo)

Drogą losowania zostały wyłonione następujące osoby, do ktorych trafią nagrody niespodzianki:

1. Anety Wnuk
2. Karoliny B (Bryndalski Świat)
3. Ani Hanny

Jury postanowiło również przyznać nagrodę dodatkową za promowanie konkursu, która trafi do Mileny Cz (Mama ma bloga).



27.12.2014 KOMUNIKAT WS. ŚWIĄTECZNEGO KONKURSU URODZINOWEGO!

Ponieważ do chwili obecnej nie otrzymałam maila z adresem jednej z laureatek nagrody głównej - Sylwii Kuby, nasze rodzinne jury zdecydowało przekazać nagrodę Izie Isa-bel (Szczypta o Mnie). Serdecznie gratulujemy i czekamy na adres dostawy 

Proszę wszystkie w/w osoby o przesłanie na mój mail annamichalska9@gmail.com Waszych adresów, pod które zostaną wysłane nagrody. Macie na to 2 dni :)

Dziękuję za udział w konkursie i gratuluję wszystkim Laureatom:)

Kiedy pierwszy raz obciąć dziecku włosy?

Witajcie! Dziś chciałabym poddać po dyskusję temat, w sumie dość błahy i prozaiczny, ale wciąż wywołujący niemałe kontrowersje. Przypomnę tylko, że mamy XXI wiek, w którym większość rzeczy już odkryto i opisano. Wiek, w którym rządzą komputery i tym podobne gugle, a jednak okazuje się, że wciąż na nasze decyzje wpływ mają zabobony, przesądy i mity, które mogłoby się wydawać, zostały już dawno obalone...


Pomysł na dzisiejszy wpis pojawił się u mnie pod wpływem rozmów z Wami na moim fejsbukowym fanpejdżu, na którym, haha, żaliłam się, że zaczynam odczuwać presję otoczenia związaną z długością włosów mojego Artura. Dziecię moje ma już 15 miesięcy wieku urodzeniowego (13 korygowanego) i w przeciwieństwie do swojego brata, ma na głowie dość pokaźne jak na blondyna owłosienie. Śmiejemy się z mężem, że chłopak podąża za modą na disco polo, bo wyhodował u siebie typową fryzurę "na małpę" inaczej zwaną "na płetwę" :) I właśnie takie przydługie kłaczki co niektórych zaczynają kłuć w oczy. Bo przecież dziecku po skończeniu roku należy włosy obciąć!

Fryzura "na małpę" lub "na płetwę".

Słysząc te słowa od kilku bliskich mi osób, zadałam dość prozaiczne pytanie "a dlaczego po skończeniu roczku, a nie przed"? I okazuje się, że przekonanie, że nie obcina się włosków niemowlęciu ma swoje konkretne i wielowiekowe uzasadnienie, o czym nie miałam zielonego pojęcia:) Trzymajcie się mocno, bo poniżej podzielę się z Wami wiedzą co najmniej tajemną.

Dlaczego nie powinno obcinać się włosów dziecku, które nie skończyło roczku? Oto główne powody:

  • bo nie odrosną
  • bo z włosami obcinamy dziecku rozum
  • bo sprawimy, że dziecko będzie niedorozwinięte
  • bo to przynosi maluchowi pecha
  • bo może spowodować u dziecka kłopoty z mową
  • bo tak się nie robi

Skąd się w ogóle wziął taki przesąd? Ano stąd, że według naszych praprapra(...)dziadów, kosmyk ściętych dziecięcych włosów uruchamiał magiczne siły, które w negatywny sposób oddziaływały na maluszka (tzn. rzucały na niego czar).

Ciekawym obrzędem były tzw. postrzyżyny, które zostały w następujący sposób opisane w "Encyklopedii Staropolskiej" autorstwa Zygmunta Glogera:

Postrzyżyny. Najdawniejszy z kronikarzy polskich, Gallus, wspomina kilku słowami o postrzyżynach syna piastowego Semowita i potem o uczcie u Ziemomysła, podczas której odzyskał wzrok syn jego siedmioletni Mieszko (Mieczysław I). Jakkolwiek Gallus przy tej uczcie nic o postrzyżynach nie dodał, to jednak wszyscy późniejsi kronikarze, jak Kadłubek, Mateusz Cholewa, Długosz i t. d., opisują na domysł postrzyżyny Mieczysława. Najnowsze badania historyczne Brücknera podają w wątpliwość: czy istniał rzeczywiście u Lechitów pogański obrzęd postrzyżyn, na co niema dostatecznych dowodów. O postrzyżynach mówi Lelewel, że w owych wiekach, kiedy prawa własności nie były należycie utwierdzone, ojciec przez postrzyżyny wprowadzał uroczyście i ogłaszał swego syna spadkobiercą. W każdym razie obrzęd ten nosi wybitne cechy zwyczajów chrześcijańskich i do pogan lechickich mógł się dostać za wpływem chrześcijan. Postrzyżynami na kleryka (prima tonsura) zowie się pierwsza ceremonja kościelna przyjęcia laika czyli młodzieńca świeckiego w poczet kleryków. Postrzyżynami zowie się również obcięcie warkocza dziewicy, wstępującej do zakonu, co następuje przy obłóczynach, na znak jej rozdziału ze światem. W domach zamożnych obrzęd ten odbywał się uroczyście przy zjeździe krewnych i przyjaciół. Pannie młodej, wychodzącej za mąż, postrzygano włosy zawsze przed oczepinami, na znak wstąpienia jej w zakon małżeński, w którym ani trefić kosy panieńskiej, ani przystrajać włosów wieńcem i kwiatami już nie mogła. Prof. Karol Potkański jest autorem rozprawy„Postrzyżyny u Słowian i Germanów”, pomieszczonej w 32-im tomie ogólnego zbioru „Rozpraw Akademii Um. wydz. historyczno-filozof.” (Kraków, 1895 r., str. 330 — 406).

Co ciekawe w wielu innych niż nasza kulturach pierwsze obcięcie włosów dziecka ma bardzo ważne znaczenie rytualne

W kulturze chińskiej - ścina się włosy dzieciom pod koniec ich pierwszego miesiąca życia, bo to przynosi dziecku szczęście.

http://news.cultural-china.com/

W kulturze indyjskiej - pod koniec pierwszego roku, a nie później niż przed ukończeniem 3 (lub 7), włosy dziecka są golone do zera, ponieważ symbolizują niepożądane cechy przeniesione z poprzedniego życia.

Żródło: http://www.corbisimages.com/

W kulturze mongolskiej - włosy dzieci są ścinane pierwszy raz pomiędzy 2 a 5 rokiem życia. W zależności od kalendarza księżycowego, włosy chłopców obcina się w lata parzyste, dziewczynek w nieparzyste.



W kulturze muzułmańskiej - po całkowitym zgoleniu włosów, namaszcza się głowę dziecka szafranem. Następnie rodzice malucha przekazują na cele charytatywne tyle złota, ile ważyły te pierwsze pukle. 

http://i.ytimg.com/

W kulturze żydowskiej - dzieci Żydów Ortodoksyjnych i Chasydzkich mają po raz pierwszy obcinane włosy w wieku ok. 3 lat.


http://www.vosizneias.com/

Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie czekać z obcięciem włosów mojego Artka do jego 7 urodzin, ale na razie nie ulegam presji otoczenia i dalej hoduję te jego piórka licząc, że wróci moda na długie włosy u chłopców. Na razie większość znanych mi kawalerów obcinana jest "na lisi ogon" lub na któregoś ze znanych piłkarzy, co mnie osobiście średnio się podoba. Moda, modą, fryzura powinna być przede wszystkim twarzowa, a mojemu Arturowi świetnie jest w uczesaniu "na małpę":) Tak przynajmniej uważam ja :D


A kiedy Wy obcięliście włosy Waszym dzieciom po raz pierwszy? Jeśli postrzyżyny są już za Wami, czy dokonaliście tego sami, czy może z pomocą fryzjera (np. dziecięcego)? Jak w ogóle reagują na ten zabieg Wasze maluchy? Mój Kuba toleruje tylko panią fryzjerkę z (prawdopodobnie) jedynego łódzkiego dziecięcego salonu fryzjerskiego "Fryzjerek". Dobrze, że strzygą też dorosłych. Gdyby było inaczej, miałabym wielki problem, gdy Kuba wyrośnie z dziecięcego fotela :)


Miłego dnia,

A



Pierwsze urodziny bloga!

pierwsze urodziny, blog, matkapracujaca.pl, blog parentingowy, podsumowanie roku,

Witajcie w ten mroźny, poniedziałkowy wieczór. Dziś nastał dla mnie czas świętowania. Dokładnie rok temu, mniej więcej o tej porze, światło dzienne ujrzało moje trzecie dziecię. Nie było efektem pomyłki, lecz stworzeniem w pełni zaplanowanym i bardzo chcianym. Rodziło się w bólach i przysporzyło mi wielu huśtawek emocjonalnych, ale teraz nie wyobrażam sobie bez niego swojego życia. Mój blog. Moje wirtualne dziecię. Dziś kończy roczek:)

Czas na krótkie podsumowanie mijającego roku.

Które posty cieszyły się największą popularnością?


Jaką jestem blogerką?

Przede wszystkim wyluzowaną. Nie mam ciśnienia na dodawanie wpisu codziennie, gdyż bardziej liczy się dla mnie jakość, a nie ilość. Gdy mam problemy w domu, zazwyczaj odwieszam blog na kołek, gdyż żalenie się i narzekanie na swój los nie uważam za coś, czym warto obarczać w sumie obcych mi ludzi. Poza tym zły humor i zmartwienia skutecznie zabijają moją wenę, więc teraz już wiecie, dlaczego czasem znikam :)

Jestem blogerką wszechstronną. Zdaję sobie sprawę z trendów obowiązujących w blogosferze, ale jakiś czas temu podjęłam decyzję, że nie będę na siłę za nimi podążać. Dlaczego? Ponieważ nie chcę ograniczać się jedną, konkretną tematyką. To, że teraz jestem młodą mamą nie oznacza, że będę skupiać się tylko i wyłącznie na pisaniu o moich dzieciach. Dla mnie liczy się całe spektrum  życia, a nie tylko jego wycinek. Zauważyłam, że gdy urodził się mój drugi syn, nabrałam dość dużego dystansu do swojego macierzyństwa. Wiele spraw, które kiedyś przyprawiało mnie o ból głowy czy też o przyspieszone bicie serca, obecnie jest dla mnie zbyt błahych lub po prostu nudnych, by o nich rozpisywać się na blogu.

Jak moje blogowanie odbierają moi bliscy i znajomi?

Moja rodzina patrzy na moje blogowanie z bardzo dużym przymrużeniem oka. Wyjątkiem jest moja mama, która codziennie pyta, kiedy pojawi się nowy wpis :) Co do znajomych, większość wciąż nie wie, że jestem blogerką. Myślę, że po roku pisania, najwyższa pora na oficjalny "coming out":)

Jak zmienił się mój blog przez ostatni rok.

Przede wszystkim zmianie uległa jego nazwa. Z Annability stał się Matką Pracującą. Nazwa ta najlepiej oddaje to, kim jest jego autorka, czyli ja:) Wielokrotnie też modyfikowałam wygląd bloga i szczerze mówiąc wciąż nie jestem w pełni z niego zadowolona. Na razie jednak pozostanie taki, jaki jest, ale kto wie co będzie za miesiąc czy dwa? Chyba spodobało mi się grzebanie w HTML i CSS, więc zmiany są kwestią czasu.

Kim są moi Czytelnicy?

Najlepiej zrobiłabym, gdybym wkleiła statystyki z Google Analytics, ale nie sądzę, by zrobiły na kimkolwiek wrażenie :) Myślę, że w tym miejscu powinnam wspomnieć o osobach, które są ze mną na blogu właściwie od początku jego istnienia i które chciałabym serdecznie pozdrowić. Mamo i Tedi, Turkusowa Kropko, to o Was mowa :)

Jakie są moje blogowe plany na przyszłość?

Jak już wcześniej wspominałam, wkrótce wracam do pracy. Będzie się to wiązało z całkowitym przeorganizowaniem naszego życia rodzinnego. Mam jednak nadzieję, że mimo natłoku obowiązków blogowanie nie pójdzie w odstawkę. Wręcz przeciwnie. Brak czasu działa na mnie mobilizująco. Im mam go mniej, tym jestem bardziej produktywna. Jeśli chodzi o dalszy rozwój bloga, od stycznia ruszy na blogu cykl wpisów tematycznych, ale o szczegółach dowiecie się wkrótce :)

Czego nauczyłam się przez ostatni rok?

Na pewno systematyczności, cierpliwości i dystansu do siebie i otaczającego mnie świata.  Zaczęłam też dostrzegać ile pozytywnych, jak i negatywnych emocji potrafią w sobie wywoływać blogujące mamy. Byłam świadkiem niejednej blogowej wojny, jak i wielkich przyjaźni, które nigdy nie miałyby okazji się nawiązać w świecie realnym. Ze spraw technicznych, pogłębiłam swoją wiedzę w kwestii obróbki zdjęć, tworzenia grafik czy grzebania w kodzie html:)

Czego sobie życzę?

Natchnienia, wyrozumiałości, "niesłomianego zapału", asertywności i przede wszystkim zdrowia. Mam nadzieję, że grono moich czytelników będzie stopniowo się powiększać, gdyż teraz to własnie Wy jesteście moją największą motywacją do dalszego pisania. 

Korzystając z okazji, dziękuję Wam za cały miniony rok. Blogowanie jest naprawdę fajne, o czym przekonują mnie Wasze komentarze pod moimi postami i prywatne wiadomości, które coraz częściej otrzymuję. Jestem Wam za nie niezmiernie wdzięczna.

Kończąc ten przydługi wpis, życzę Wam miłego poniedziałku i spokojnego tygodnia. Czy wiecie, że już za 23 dni Wigilia?


PS Jeszcze w tym tygodniu pierwsze, rocznicowe rozdanie! Stay tuned :)

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *