Blogowe podsumowanie 2014 roku vol. 1.

30.12.14


Witajcie! Jako pierwszy outsider półświatka blogowego, nie będę Was zanudzać moimi wysoce zaniżonymi statystykami, liczbą Unikalnie Udręczonych, czy tym podobnymi ciekawostkami z kraju i ze świata, a skupię się na moich przemyśleniach, obserwacjach, refleksjach i enuncjacjach (cokolwiek to słowo znaczy;) na temat szeroko pojętej blogosfery parentingowej w 2014 roku. 

I chociaż mogę oberwać po głowie lub po liczbie polubień na FB, to tym razem mam wielką chęć dać Wam, moim blogowym współbratymcom, informację zwrotną na temat Waszych śmiałych poczynań w tymże już kończącym się 2014 roku. Dziś część I: "Ciemne strony blogosfery". 

Bloguję od ponad 12 miesięcy. Idzie mi to raz lepiej, raz gorzej. Raz statystyki rosną, raz spadają, ale najbardziej cieszy mnie to, że mój blog wciąż istnieje. Może dlatego, że daleko jest mi od...


MORALIZATORSTWA



uprawianego przez szerokie grono blogujących rodziców. W minionym roku, światło dzienne ujrzało przynajmniej kilkaset tekstów, po których, ja, jako podwójna matka z ponad 5-letnim stażem, poczułam się jak przysłowiowy "piece of shit". Malowanie paznokci dzieciom, chodzenie do przedszkola z gilem lub bez, karmienie flaszką lub piersią - wszystkie te i tym podobne moralitety pisane przez osoby, które w żaden sposób nie mogą być uznane za autorytet, a tym bardziej wyrocznię w sprawach wychowywania dzieci, odbiły się głębokim echem w blogosferze i wielką czkawką u mnie. Niektóre nawet wywołały trzecią i kolejną...


MOMMY WAR




toczoną pomiędzy mamuśkami, które opowiedziały się po tej czy przeciwnej stronie barykady. Ileż to kisielu zostałoby przelanego, gdyby dane było zwolenniczkom Motylowej stanąć twarzą w twarz do walki z fankami Goździkowej. I te wszystkie nienawistne komentarze, w których adwokaci jednej strony otwarcie zwalczali argumenty drugiej. Nigdy bym nawet nie przypuszczała, że między kobietami, które powinny się wspierać i nawzajem odbijać od dna, może dochodzić do takich antagonizmów. Chociaż w sumie, gdyby dokładnie poznać motywację każdej osoby, która uwikłała się w dany blogo-konflikt, to jestem pewna, że wiele z nich jest po prostu...


FAŁSZYWYMI SPRZYMIERZEŃCAMI




nastawionymi na wypromowanie się na grzbiecie lepiej radzącego sobie w blogowym półświatku, nazwijmy go "lidera". Ja wstawię się za nim, on może skomentuje, może podlinkuje i szafa gra. Mój pagerank wzrasta, a za nim liczba unikalnie udręczonych, może zauważy mnie jakaś PR agencja, która za napisanie epopei w 12 księgach jest gotowa odwdzięczyć się śliniaczkiem za 4 zł. I właśnie... 


PODEJŚCIE AGENCJI PR ORAZ TYM PODOBNYCH FIRM 



do blogerów mniej popularnych i niszowych rozłożyło mnie w tym roku na łopatki. Oni wykonują swoją pracę - szukają sposobów na promocję i sprzedaż produktów. My, blogerzy, często zarywamy noce, albo przynajmniej oddajemy nasz cenny, tak limitowany, wolny czas, by spełnić ich oczekiwania. Wynik: 1:0. Agencja zarabia na nas pieniądze, my dostajemy za 8h dzień pracy nad postem śliniak wart 4 zł. Tak, pracy! Blogowanie to PRACA, za którą jak już pewnie wiecie, niektórzy (chwała im za szczerość), dostają pieniądze. Więc jeśli oni mają płacone, to dlaczego my, mamy wykonywać identyczne zadania for free? Wciąż nie mogę tego zrozumieć, stąd na moim blogu praktycznie nie pojawiają się artykuły sponsorowane. Są za to inne, rozmaite, jedne lepsze, jedne gorsze, niektóre dłuższe, niektóre krótsze, ale nigdy nie są to ...


TEKSTY PISANE TYLKO I WYŁĄCZNIE NA JEDEN TEMAT 



Przyznaje się bez bicia, że bywam monotematyczna, ale tylko i wyłącznie w kwestii pogody. Nigdy moich dzieci. Moi chłopcy pojawiają się na blogu od czasu do czasu. W końcu są częścią mojego życia, która co rusz przypomina mi o swoim istnieniu przeciągłym "maaa-maaa". Gdy na innych blogach dziecio-kontent przekracza mój limit 50%, najczęściej biorę nogi za pas. Postępuję podobnie, gdy widzę zdjęcia dzieci śpiących lub półnagich, a w tym roku blogujące mamy niemal zakorkowały Internet takimi fotkami. Peace! Twój wybór, Matko. Już chyba wolę, gdy czytam Twój tekst i dostaję po oczach tymi wszystkimi "nie", co to niepostrzeżenie, oderwały się od rzeczowników lub przymiotników, a powinny trwać przy nich złączone w ortograficznym uścisku.


PODSUMOWUJĄC

Na koniec "popełnionego przeze mnie tekstu" (skąd w ogóle ta moda na "popełnianie tekstu"?), poproszę o kilka "Żebrolajków" i słowo komentarza w miejscu do tego przeznaczonym. Będzie mi miło jeśli podzielicie się Waszymi enuncjacjami na poruszony przeze mnie temat. Poza tym, nie mam włączonej weryfikacji obrazkowej, więc nic nie stoi Wam na przeszkodzie ;)

Miłego wieczoru,

Ania

PS Jasne strony blogosfery już wkrótce w Części II podsumowania!

Źródła zdjęć: Internet

Koniecznie przeczytaj

15 komentarze

  1. No i prawda! Sama prawda! podpisuję się lewą i prawą ręką pod twoim podsumowaniem. Też dopiero zaczęłam zabawę z blogowaniem, a ciemne strony ujrzałam... Mój blog nie jest jeszcze a tyle popularny by zamieszczać cokolwiek sponsorowanego, ale szczerze myślę, że zwyczajnie się to nam nie opłaca... poza tym, nasza niezależność opinii jest zwyczajnie zależna..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jakie argumenty przedstawiały mi niektóre firmy, gdy przedstawiłam im cenę wpisu reklamowego. Dla nich oczywistością jest, że powinnam zrobić to dla nich za friko. Ciekawe dlaczego?

      Usuń
  2. Oh My God !
    Genialny post! Tyle w nim prawdy ...
    Pewnie nagrabiłaś sobie u wielu PRO blogerek i teraz zostaniesz znienawidzona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A któż to jest pro blogerka się pytam? One siedzą w domu, my też. One używają komputera i języka polskiego, my też. Jaka jest między nami różnica? Poza tym na bank nie wiedzą o moim istnieniu :D

      Usuń
  3. Bardzo mi się podoba :-D I mam podobne zdanie. Chyba już wiesz, czemu do Ciebie zaglądam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Polejcie ten kobiecie, bo napisała wszystko to, co ja myślę o cieniach blogosfery parentingowej. Na szczęście są perełki i dla nich warto być :) Nie mam pojęcia, jak ja do Ciebie trafiłam, ale cieszę się bardzo i w twarz sobie pluję, że tak późno! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapałałam panieńskim rumieńcem niczym ta dzięcielina z Pana Tadzia :D

      Usuń
  5. Dobrze, że będą też jasne strony, bo bym się załamała :-). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą, będą w przyszłym tygodniu. PS Nie załamuj się :)

      Usuń
  6. Fajnie to ujęłaś. Uśmiałam się przy tym tekście, że ho ho. ;)
    Czekam z niecierpliwością na druga część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, a będzie Ci dane :) Pozdrówka :)

      Usuń
  7. Masz u mnie lajka za ten tekst:).

    Moralizowania nie cierpie, nie tylko na blogach, ale i w zyciu, wiec od tekstow z "przeslaniem" uciekam jak diabel od swieconej wody.

    Wojny miedzy matkami nic mnie nie obchodza, bo kazda z nas ma swoj rozum (a przynajmniej wieksza czesc) i same wiemy, co jest najlepsze dla naszych dzieci.

    Lubie Matke Tylko Jedna, ale jestem jej bierna czytelniczka- nie zostawiam komentarzy, bo nie chce, zeby potem mi wmawiano, iz robie to, gdyz chce sie wylansowac lub wybic (rozne takie opinie slyszalam na temat tych "malych" blogerow). Falszywi sprzymierzency niech sie nie ludza, ze cos zyskaja na poparciu liderow:).

    Zdjecia dziecka na blogu posiadam dwa lub trzy- na zadnym z nich nie widac twarzy mojej coreczki.

    Do Siego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za lajka:) Co do podejścia liderów do blogerów mniej popularnych, to może kiedyś podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami. Na razie zakręcam kranik z jadem ;) Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

      Usuń
  8. Mocny tekst i taki prawdziwy :) czekam na cześć nr. 2!!!

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Napisz do mnie!

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *