Egoistka!

26.2.17 3 Komentarze/y


Herbata stygnie zapada mrok, a pod piórem ciągle nic... Te słowa cisną mi się na usta pisząc ten pierwszy od ponad roku post. Codzienność wciągnęła mnie bez reszty. Choć obiecywałam sobie, że blog nie pójdzie w odstawkę po moim powrocie do pracy w lutym 2015, życie zweryfikowało swoje plany i pomysł na mnie i na moją rodzinę...

Dopiero teraz widzę jak ta nasza matczyna wielozadaniowość tak naprawdę daje nam, kobietom, w kość. I choć trudno zrzucić winę na otoczenie, w końcu to my same podejmujemy kluczowe decyzje mające wpływ na nas i naszych najbliższych, to jednak większość z nas z tyłu głowy ma tę natrętną myśl o byciu cały czas obserwowaną i ocenianą. Z tego powodu jeszcze bardziej dokręcamy sobie śrubkę. Zamiast pójść spać o zbożnej porze, wyciągamy mopy i deski do prasowania, by udowodnić, że nasza praca zawodowa nie ma negatywnego wpływu na stopień czystości naszych domów czy ostrość kantów na spodniach naszych partnerów. Przecież wieść gminna niesie, że wygląd naszych facetów świadczy o nas samych, a wymemłana koszula jest niezbitym dowodem na to, że żona nie ogarnia domowej kuwety. Nasz kobiecy PR sięgnął bruku. Tak być nie może. I choć nasze ciała błagają o odpoczynek, wlewamy w siebie o 21:00 kolejną kawę, by nie dać teściowej powodów do "uwag" na temat dezorganizacji naszych domostw. 

PERFEKCYJNE AŻ DO BÓLU

Dobiega północ, chowamy deski, mopy i inne szmaty. Uprasowane ubrania, poukładane w stosiki, czekają już na swych małych i dużych właścicieli. Podłoga lśni, w przypływie werwy i na fali kofeiny udało nam się nawet wypolerować zlew w kuchni. Marta Stewart i Perfekcyjna byłyby z nas dumne. W międzyczasie zadbałyśmy jeszcze o nasz rozwój osobisty - wiemy co dzieje się na świecie (oglądałyśmy TV24 w czasie prasowania) i wysłuchałyśmy fragmentu audiobooka w czasie szorowania podłogi. Jeszcze tylko szybki prysznic, golenie nóg i malowanie paznokci. Przecież nie możemy pokazać się w pracy z obdrapanym lakierem, a szczecina na naszych łydkach może przebić się przez rajtki 40 den i co wtedy o nas pomyślą nasi współpracownicy? Że nie ogarniamy "zawodowej" kuwety?



A tak w ogóle, to dlaczego nie zostajemy tak jak inni w pracy po godzinach? Dlaczego nasz  pokój świeci pustkami po 17:00, podczas gdy w innych tętni w najlepsze biurowe życie? Czyżby po urodzeniu dziecka nasze zaangażowanie w pracę uległo zmniejszeniu? Jeśli nie możemy dać z siebie więcej, to może byłoby lepiej gdybyśmy pozostały w domu przy dzieciach zamiast blokować miejsce młodym, bezdzietnym, którzy nie mają nic przeciwko temu, by spędzić przed ekranem komputera dodatkowe 3-4 godziny, nawet w weekend czy w święta? 

PO PIERWSZE NIE SZKODZIĆ

I kolejny raz, my, pracujące mamy jesteśmy w potrzasku. By udowodnić, że potrafimy być równie dobrymi i zaangażowanymi pracownikami, z cichym westchnieniem wyciągamy wieczorem laptopy, jeszcze raz sprawdzając, czy nasi milusińscy już śpią. Wtedy mamy pewność, że dostarczyłyśmy im codziennej dawki matczynej miłości i uwagi, i teraz spokojnie, bez szkody dla dzieci, możemy głosić wszem i wobec, że my też pracujemy po godzinach z premedytacją zapełniając skrzynki mailowe śpiących kolegów.

A śpią też już nasi mężowie, którzy cierpliwie czekali na nas z kieliszkami czerwonego wina na kanapach. Film, który mieliśmy wspólnie obejrzeć już dawno się skończył, a kieliszki wciąż stoją zapełnione walentynkowym trunkiem. I znów czujemy, że przegrałyśmy, tym razem na polu "związek". Nasz kobiecy PR zanotował kolejny spadek, dlatego przyrzekamy sobie, że następnym razem zostawimy komputery w pracy i zamiast nad raportem popracujemy nad swoim małżeństwem.

I TAK W KÓŁKO

W tym miejscu powinna pojawić się jakaś błyskotliwa pointa lub złoty środek, który sprawi, że my pracujące, wielozadaniowe, przemęczone, przepracowane i wiecznie osądzane mamy wydostaniemy się z pułapki perfekcjonizmu, w którą same siebie wpędziłyśmy. Zachciało nam się równouprawnienia, więc jej mamy. Tyramy ponad siły, by sprostać oczekiwaniom naszego otoczenia. Ale czy nasi współpracownicy będą nam współczuli, gdy dopadną nas powikłania po grypie, którą zamiast pod kołdrą w domu spędziłyśmy w biurze? Czy teściowie zwrócą uwagę na to, jak błyszczy nasza podłoga i jak równo mamy poukładane ubrania w szafie, gdy będą musieli zająć się naszymi dziećmi w czasie naszego pobytu na oddziale w szpitalu? Czy nasi partnerzy będą uważać nas za 100% matki, żony i kochanki, gdy przyjdzie im pracować na 3 etaty, by samodzielnie spłacać kredyt za mieszkanie? Niby nasza praca zawodowa odbija się negatywnie na małżeństwie, ale te zarabiane przez nas tysiące (zwane przez niektórych panów, o zgrozo! zapomogą), które wpływały na nasze wspólne konto były "fajną sprawą". A i on mógł od czasu do czasu wieczorem w spokoju obejrzeć meczyk, gdy my kręciłyśmy piruety na mopie...

BĄDŹMY EGOISTKAMI!

Dziewczyny, bądźmy egoistkami! Zerwijmy z mitem perfekcyjnej matki, żony, pracownicy i pani domu. Takie osoby nie istnieją, choć media próbują nas przekonać do czegoś innego. Nie można mieć ciastka i mieć ciastko. Bijąc się w pierś przyznaję publicznie, że czasami nie ogarniam. Rzeczy z mojej szafy aż za często z niej wypadają przy otwieraniu drzwi, po podłodze fruwają kępki psiej sierści i czasem oddaję dzieci do dziadków na weekend, by móc w spokoju po prostu poleżeć przed telewizorem. Zamiast popijać kolejną herbatkę lub snuć się bez celu po biurze, w pracy zasuwam na 300% normy, by wracając do domu oddać się całkowicie roli mamy. Ale i tu nie jestem ideałem. Zdarza mi się zamówić pizzę, by nie musieć gotować obiadu i włączać bajki, by wypić w samotności poranną kawę. Nie chcę i nie będę nikomu niczego udowadniać. Jestem tylko człowiekiem, a nie maszyną. Co więcej, jestem egoistką, haha! Gdy to sobie uświadomiłam, życie stało się prostsze. Kochania siebie trzeba się nauczyć, gdyż od dziecka mamy wpajane, że kobieta jest stworzona do służenia innym. A kto będzie służył nam, gdy nasze wymęczone ciała odmówią posłuszeństwa? Ja w duchu liczę na moją rodzinę. Współpracownicy co najwyżej prześlą bukiet kwiatów opatrzony liścikiem "Szybkiego powrotu do pracy"...

Miłego poniedziałku,
A

Spodobał Ci się ten post? Podziel się nim!

Anna Michalska

"Rejoyce with your family in the beautiful land of life." Albert Einstein

3 komentarze:

  1. W 100% się zgadzam. Mamy ciężko i denerwuje mnie to ciągłe ocenianie , pokazywanie wspaniale wysprzątanych domów , obiadów dwudaniowych z deserem. Czas na edukacyjne zabawy z dziećmi. A po 5-6 godzinach snu idziemy do pracy z wyglądem kobiet z show biznesu z pierwszych stron gazet. Czasem trzeba odpuścić, tylko nie zawsze się da. Życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie nie zawsze się da odpuścić. Wszystko zależy jakie wsparcie mamy ze strony mężów np. w pracach domowych czy w utrzymaniu domu. Niestety większość z nas pracuje bo musi, a nie chce, sprząta cały dom, bo nikt inny tego nie zrobi, pracuje, bo nie da rady utrzymać rodziny z jednej pensji... Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobry i ostry i mądry post. Na czasie. Powinien się znaleźć na pierwszej stronie gazet. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Najgorsze,to to, że jeszcze każą pracować w domu po godzinach zamiast wolny czas poświęcać rodzinie i na wypoczynek. Współczuję takim zapracowanym i zmęczonym do granic wytrzymałości kobietom. Ja mogę się tylko cieszyć z tego, że idę niedługo na emeryturę . Jednak żal mi koleżanek, którym zostało jeszcze duuużo lat pracy . Głowa do góry i nie daj się.

    OdpowiedzUsuń